Czym żyje polska branża mleczna, jeden z autorów sukcesu eksportu polskiej żywności? W Magazynie o Biznesie rozmawiamy o dwóch aktualnych wyzwaniach: branża apeluje o zadbanie o bezpieczeństwo produkcji na wypadek kryzysów, chce, by rząd wpisał zakłady mleczarskie do listy zakładów strategicznych, które będą miały prąd i możliwość transportu nawet na wypadek działań wojennych. Wskazują, że produkcja żywności to kwestia obronności kraju – bo kto wykarmi żołnierzy? Drugi temat to podbijanie nowych rynków eksportu i tu nowe nadzieje mleczarze łączą z... Azją, zwłaszcza z Japonią, Koreą oraz Indonezją, Filipinami. – Bardzo przydaliby się radcy handlowi w tych krajach – mówi Agnieszka Maliszewska, prezes Polskiej Izby Mleka.
Bezpieczeństwo produkcji to temat aktualny jak nigdy, o czym przypomniały w ubiegły weekend zmasowane ataki rosyjskich dronów na Kijów. To wojna tuż za granicą Polski, dlatego oprócz wielu innych pytań, te wydarzenia stawiają też kwestię – jak bezpieczny jest biznes na okoliczność jakichkolwiek takich kryzysów związanych z zagrożeniem.
– To niezwykle ważny temat, który my w branży mleczarskiej odmieniamy przez wszystkie przypadki. To jest nie tylko bezpieczeństwo nas jako konsumentów, to jest bezpieczeństwo nas jako przetwórców i jako rolników – mówi Agnieszka Maliszewska, prezes PIM, która obserwuje na szczeblu unijnym, jak inne kraje UE przygotowują swoje kraje na wypadek kryzysu żywnościowego, bo od 2020 r. jest członkiem grupy eksperckiej Komisji Europejskiej, która właśnie odpowiada za ten mechanizm bezpieczeństwa. – Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, wszystkie kraje UE zaczęły dyskutować, jak zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe Unii Europejskiej, gdybyśmy zostali zaatakowani, a my jako Polska jesteśmy najbliżej tego konfliktu, więc ten wymiar bezpieczeństwa, nie tylko bezpieczeństwa militarnego, ale bezpieczeństwa żywnościowego jest niezwykle istotny – tłumaczy Maliszewska. Zakłady mleczarskie dostarczają podstawowych dla konsumentów produktów żywnościowych, jak mleko, masło, sery czy jogurty. – Zaczęliśmy prowadzić dyskusję ze stroną rządową, jak wpisać nasze ryzyka produkcji żywności do strategii bezpieczeństwa kraju. Powinniśmy być na każdą taką ewentualność przygotowani, jak mamy dystrybuować żywność, jak prowadzić produkcję, jak mamy odbierać od rolników mleko, nie mając zabezpieczonych podstawowych surowców do jego przerobu i odbioru – wskazuje ekspertka.
Czytaj więcej:
– Największe firmy państwowe miewają po kilkadziesiąt, nawet ponad sto podmiotów zależnych – mówi Marcin Zieliński, prezes FOR, w rozmowie o nieprz...
Pro
Jakie są ryzyka dla bezpieczeństwa żywności w czasie kryzysu?
Temat ten jest ważny od epidemii COVID, gdy zamknięto na chwilę granice i rosło ryzyko, że będą stawały zakłady, jeśli epidemia trafi do pracowników. Prezes Polskiej Izby Mleka wskazuje, że ryzyka leżą na całym łańcuchu produkcji, żeby odebrać mleko od rolników potrzebne jest paliwo i muszą być zabezpieczone drogi transportu. A gdy wybucha konflikt, strategiczne drogi mogą zostać przejęte przez wojsko. Następnie, by z mleka wyprodukować sery czy inne przetwory, zakład potrzebuje gazu, elektryczności i... pracowników. – W innych krajach, w strategicznych sektorach żywnościowych, mężczyźni, którzy pracują na produkcji w tych zakładach strategicznych są zwolnieni z mobilizacji – mówi Agnieszka Maliszewska.
Kraje UE mają już strategie na wypadek kryzysu. W Polsce póki co niewiele o takich planach słychać. – W trakcie spotkań w grupie roboczej w KE, która odpowiada za bezpieczeństwo żywnościowe na wypadek kryzysów, wiele krajów pokazało nam, jak są przygotowani, jakie są struktury, jakie są agencje. Ja jeszcze nie widziałam polskiej strategii – przyznała Maliszewska. Świetne wzorce pokazała na grupie Norwegia, cała Skandynawia jest świetnie do tego przygotowana, też z racji bliskiej lokalizacji Rosji. – Mam takie przekonanie, że nie musimy dzisiaj odkrywać Ameryki, możemy wziąć te wzorce, które są już zrobione w innych krajach. Wszyscy chętnie się podzielą. Bezpieczeństwo żywnościowe to też wyżywienie armii – mówi Agnieszka Maliszewska.
Czytaj więcej:
– Właśnie to jest piękne w arbitrażu, że arbitraż nie jest tylko dla prawników, tylko dla przedsiębiorców i może też składać się z samych przedsięb...
Pro
Co jest ważne dla dalszego rozwoju sektora mleczarskiego? Eksport. W Azji raczej straciliśmy rynek chiński, bo Chiny nie tylko wdrożyły cła blokujące import produktów mleczarskich, to też zwiększają produkcję. Ale inne duże gospodarki Azji są świetną okazją dla eksporterów. – Ogromna część Azji, czyli Indonezja, Filipiny, Malezja, Tajlandia, Singapur, który jest ogromnym hubem i wiele krajów sąsiednich, to dla nas cały czas doskonały rynek zbytu. I ostatnio coraz świetniej idzie nam handel i wymiana, sprzedaż naszych produktów do Korei. Bardzo dobrze, że premier razem z ministrem tam byli – mówi Maliszewska. – Zaczynamy tam wysyłać coraz więcej, wzrosty sięgają nawet 20 proc. ilości sprzedawanych produktów właśnie na ten rynek.
Jak się zdobywa klientów w Azji?
Trzeba pojechać na targi, trzeba umawiać się z ludźmi, trzeba rozmawiać. Nikt zza biurka nie zrobi swojej promocji, zza biurka nikt nie sprzeda, tam po prostu trzeba być. – Idealnym rozwiązaniem jest utworzenie radcy handlowego, który pomagać nam będzie także w czasie pracy nad dostępem do tego rynku – mówi Maliszewska.
Czytaj więcej:
Rynek sztuki w Polsce jest zbyt mały w stosunku do innych krajów. Po prostu musi urosnąć.
Pro
– Radcy przydaliby nam się przede wszystkim w dużej ilości w Azji. Przez lata jednego radcę rolnego na całe Chiny, to tak jakbyśmy mieli jednego radcę na Europę. Wtedy nie ma szans, żeby to się powiodło. Uważam, że to byłoby idealne rozwiązanie, gdyby radca rolny albo handlowy miał sukces fee, benefity ze strony branży za skuteczną pomoc w zdobyciu kontraktu.
Które rynki budzą nadzieje mleczarzy? – Powinniśmy zacząć walczyć bardzo mocno o Indonezję, bo to jest ogromny rynek. Powinniśmy też myśleć o tym, żeby utrzymywać dobre relacje z Koreą, warto też, żebyśmy pomyśleli o osobie, która byłaby wsparciem takim w Malezji, poza tym Filipiny, Wietnam, to są kierunki, na które wysyłać będziemy prawdopodobnie jeszcze więcej – mówi prezes PIM.