Duterte bywa porównywany do Donalda Trumpa, nie ze względu na bogactwo, bo nie jest miliarderem. Jest politykiem równie kontrowersyjnym, zwolennikiem zaprowadzania porządku i zabijania przestępców. Głosi politykę "zero tolerancji dla bandytów". Wprowadzał ją skutecznie w życie w półtoramilionowym mieście Davao na południu kraju, którego jest od 22 lat burmistrzem.
Niegdysiejsza stolica przemocy, uchodzi teraz za wyjątkowo spokojne miejsce. Burmistrz Duterte wprowadził między innymi zakaz sprzedaży alkoholu w nocy i ograniczył prędkość, z jaką młodzi ludzie mogą się poruszać motocyklami po mieście.
Od dawna był popularny, ale wcześniej wstrzymywał się ze startem w wyborach prezydenckich. Teraz zmienił zdanie i wystartował jako kandydat lewicowej populistycznej partii PDP-Laban, której jest szefem.
Niektórzy obawiają się, że stanie się nowym dyktatorem, pamięć o poprzednim - Ferdinandzie Marcosie (rządził w latach 1965-86), jest żywa. Syn dyktatora, o takim samym imieniu i nazwisku, zostanie prawdopodobnie wiceprezydentem.
Wybory wiceprezydenta odbywały się jednocześnie z prezydenckimi i parlamentarnymi. Przewaga Ferdinanda Marcosa juniora, zwanego Bongbong, po przeliczeniu trzech czwartych głosów była niewielka, ale chyba nie do nadrobienia przez rywali.