Kirgiskie władze przyznają, że nie wiedzą, ile osób zginęło w trwających od tygodnia starciach na południu kraju. Ministerstwo Zdrowia podaje liczbę 190 osób, ale zastrzega, że ofiar może być więcej. Dzisiaj trwały walki między Kirgizami i mniejszością uzbecką w miastach Osz i Dżalalabad. Wojsko użyło broni ciężkiej. Do akcji wkroczyły też służby ratunkowe i milicja.
Rząd w Biszkeku nieustannie apeluje do Rosji o wsparcie militarne. Dzisiaj w Moskwie przebywał sekretarz kirgiskiej Rady Bezpieczeństwa Alik Orozow. Chciał wiedzieć, czy kierowana przez Rosję Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) wyśle oddziały pokojowe do Kirgizji. Po spotkaniu z nim szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow powiedział, że ODKB wesprze kraj, ale technicznie.
– To dobra decyzja. Kirgiskie wojsko potrzebuje nie rosyjskich żołnierzy, a sprzętu i amunicji. Rosja może nam pomóc także w schwytaniu organizatorów starć – mówił „Rz” kirgiski politolog Leonid Bondarec.
Syn obalonego w kwietniu prezydenta Kurmanbeka Bakijewa – Maksym, oskarżany przez władze w Biszkeku o organizowanie zamieszek i zatrzymany na lotnisku Farnborough, poprosił o azyl polityczny w Wielkiej Brytanii.
Moskwa wysłała do Kirgizji pomoc humanitarną. W obawie przed nasileniem konfliktu ewakuowała rodziny żołnierzy z bazy lotniczej w Kancie.