W to, że lokalna administracja zaangażowana jest w przebieg wyborów, nie sposób wątpić. W sobotni ranek w komisjach wyborczych rzucają się w oczy obserwatorzy z ramienia Stowarzyszenia Młodych Prawników (żółte identyfikatory) oraz Koalicji na rzecz Sprawiedliwych Wyborów (czerwone opaski). Dopiero po chwili zauważyć można ciepło ubranych, sprawnych przedstawicieli Ruchu Narodowego Micheila Saakaszwilego, którzy przez cały dzień krążą po 124 komisjach wyborczych Kutaisi, sprawdzają, czy wszystko toczy się zgodnie z regulaminem, a w razie potrzeby chętnie rozstrzygają wątpliwości okutanych w chusty dyrektorek przedszkoli.Pewnie są rozczarowani; takie nieprawidłowości, jak dwa niespryskane atramentem kciuki i jedno wątpliwe zameldowanie nie kwalifikują się na Watergate. W miarę upływu czasu staje się oczywiste, że największymi przeciwnikami wszystkich będą mróz oraz szalenie skomplikowana ordynacja wyborcza, znowelizowana jesienią, zgodnie z zaleceniami Rady Europy: losowanie mężów zaufania wszystkich kandydatów, sześć wzorów pieczątek na kartach wyborczych, podpisy i kontrpodpisy na 13 kopiach protokołu, dwa rodzaje mocno zaklejanych kopert i – co najgorsze – obowiązek wyraźnego odczytywania nazwiska wybranego kandydata z każdego z kilkuset, nieraz tysiąca głosów.
O trzeciej nad ranem pod czujnym okiem zafundowanych przez CKW kamer, przedstawiciele sześciu kandydatów, obserwatorzy, młodzi prawnicy i dziennikarze siedzą przy świecach (od północy co kilka minut siada prąd) wokół zestawionych stołów z przedszkolnej stołówki, słuchając litanii nazwisk.
Jest ona dość monotonna: Saakaszwili – Saakaszwili – Gaczecziladze – Saakaszwili... Dwudziestoletni asystenci OBWE, studenci miejscowej uczelni, przyznają bez ogródek, że głosowali na Lewana Gaczecziladzego, głównego kandydata opozycji; to zemsta za listopadową szarżę policji na opozycyjne demonstracje. Dla większości wyborców jednak Saakaszwili kojarzy się raczej z bonami na węgiel, dumnym czołgiem i utulaniem emerytek. Dwadzieścia minut po trzeciej w blokowisku przy ulicy Zwycięstwa Saakaszwili wygrywa z Gaczecziladze 280: 123 głosów.
Nie wszędzie zwycięstwo jest tak oczywiste i nie wszystkim się to podoba: na komisję położoną w zamożniejszej, inteligenckiej dzielnicy, kwadrans po drugiej, w chwilę po wyjściu obserwatorów OBWE, napadną nieznani sprawcy. Kilka mocnych kopniaków w okna i grzejniki, kilka kolejnych wymierzonych w przewodnicząca komisji, demolka i ucieczka. Z zachowanej kopii protokołu wynika, że w komisji 111 wygrał kandydat opozycji, Lewan Gaczecziladze. Kilkudziesięciu przewodniczących komisji, którzy o szóstej nad ranem tłoczą się w kolejce, dzierżąc protokoły, koperty, kamery, lampy UV i kserokopiarki, zacznie o tym rozprawiać dopiero za kilka godzin. Na razie trwa spowodowany przez ordynację chaos.
Kończy się dopiero około południa, w 16 godzin od zamknięcia urn. Wynik Saakaszwilego nieznacznie przekracza 50 proc. Nigdy żaden prezydent nie miał tak niskiego poparcia w wyborach. Wszystko zależy jednak od oceny obserwatorów. OBWE ocenia: wybory „odpowiadały większości międzynarodowych standardów”, mimo pewnych „znaczących niedociągnięć”, a obóz prezydencki ma zwycięstwo w zasięgu ręki. To nie podoba się Rosji: „Napływają informacje o licznych naruszeniach przez władze prawa wyborczego” – ogłasza MSZ w Moskwie. – To ja wygrałem – ogłosił Gaczecziładze, oskarżając władze o fałszerstwa. Opozycja zdołała wyprowadzić na uliceTbilisi około 15 tysięcy swoich zwolenników.Wieczorem CKW ogłasza jednak: Saakaszwili zdobył 52,8 prcent, a Gaczecziładze 27. Druga tura nie jest potrzebna. Ale polityczna burza w Gruzji trwa.
Centralna Komisja Wyborcza Gruzji: www.cec.gov.ge