Takie stanowisko prezentują też komentatorzy kodeksu pracy oraz Sąd Najwyższy w innych orzeczeniach. Przykładowo chodzi o [b]uchwałę z 28 września 1990 r. (III PZP 15/90) czy wyrok z 14 marca 2004 r. (I PK 144/05) w sprawach urlopu oraz o wyrok z 2 marca 1994 r. (I PRN 107/93) [/b] dotyczący nagrody jubileuszowej. W podobnym duchu w grudniu 2008 r. na interpelację poselską odpowiadała Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej.
W efekcie za okres bez pracy, za który pracownik czytelnika dostał wynagrodzenie, nie uzyska nagrody jubileuszowej ani urlopu wypoczynkowego, ani prawa do urlopu wychowawczego. Ten czas nie wpłynie też na długość okresu wypowiedzenia umowy na czas nieokreślony, wysokość odprawy z tytułu zwolnienia z przyczyn niedotyczących pracownika. Ale będzie on uwzględniany już np. do jubileuszówki następnego poziomu, bo wliczy się te miesiące, za które otrzymał wynagrodzenie, choć nie pozostawał wówczas w zatrudnieniu.
Dziwne jednak, że czytelnik pisze o trzymiesięcznej pensji, skoro w razie powrotu do firmy i zasądzenia wynagrodzenia maksymalnie może być ono dwumiesięczne [b]>patrz ramka niżej[/b].
[srodtytul]Fikcja prawna[/srodtytul]
Z kolei art. 51 § 1 zdanie drugie k.p. stanowi, że okresu pozostawania bez pracy, za który nie przyznano wynagrodzenia, nie uważa się za przerwę w zatrudnieniu, pociągającą za sobą utratę uprawnień uzależnionych od nieprzerwanego zatrudnienia.
Ten przepis w części dotyczy podwładnego czytelnika. Przyjmuje on pewną fikcję prawną. Polega ona na tym, że choć podwładny w tym okresie nie pozostawał w zatrudnieniu, a zatem nie miał pracowniczego statusu, to jednak ten czas należy traktować na równi z okresem zatrudnienia. Jeżeli zatem w tym okresie nabył prawo do jakichkolwiek świadczeń, nie można go ich pozbawić wyłącznie z tego powodu, że wówczas jego stosunek pracy formalnie nie istniał.