A jeśli kierunek studiów albo zakres szkolenia nie ma związku z tym, co robimy w firmie?
Każdy przypadek trzeba ocenić indywidualnie. Przedsiębiorca może bowiem chcieć poszerzyć zakres swojej działalności i dlatego zdobywa nowe kwalifikacje. Trudno natomiast będzie przekonać fiskus, że w prowadzeniu firmy pomaga nam tzw. wiedza ogólna. Przykładowo, jeśli prawnik prowadzący kancelarię pójdzie na studia z filozofii.
Właśnie – jak do wydatków na edukację podchodzą urzędy skarbowe?
Przez wiele lat akceptowały to, że można je zaliczać do kosztów uzyskania przychodów. Wprawdzie zastrzegały w interpretacjach, że ciężar udowodnienia związku wydatku z działalnością spoczywa na podatniku, ale generalnie były one korzystne dla przedsiębiorców. Ostatnio widać jednak zaostrzenie stanowiska fiskusa. Przykładem jest chociażby interpretacja Izby Skarbowej w Warszawie (nr IPPB1/415-575/ 13-2/AM) kwestionująca wydatki na studia doktoranckie, na które poszedł prawnik będący rzecznikiem patentowym.
Przygotowuje doktorat na temat powiązań współczesnego i obowiązującego w starożytnym Rzymie prawa karnego dotyczącego fałszerstw. Twierdzi, że ma to związek z działalnością, ponieważ w swojej pracy często spotyka się z zagadnieniem fałszerstw i podróbek. Stołeczna izba skarbowa uznała jednak, że opłaty za studia są wydatkiem na cele osobiste, i nie zgodziła się na zaliczenie ich do kosztów uzyskania przychodów.
To kontrowersyjny pogląd?