Część z nich można pewnie umorzyć, sprzedać albo odliczyć jako nieściągalne. Przy mniejszych wierzytelnościach wystarczy protokół, z którego wynika, że nie opłaca nam się ich egzekwować.
[srodtytul]Lepiej umorzyć, niż czekać [/srodtytul]
Kontrahent nie zapłacił i nie ma już szans na ściągnięcie należności? Pomyśl nad jej umorzeniem. Dzięki temu odzyskasz chociaż podatek, który zapłaciłeś od wykazanego wcześniej przychodu. Umorzoną wierzytelność można bowiem zaliczyć do kosztów. Pozwalają na to przepisy i nic nie mają przeciwko urzędy. Jednak jest jeden warunek. Otóż aby umorzyć wierzytelność, musimy porozumieć się z niesolidnym kontrahentem.
Zgodnie bowiem z art. 508 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=86F27ADE2102E1D67842E76D535F1BD1?id=70928]kodeksu cywilnego[/link] zobowiązanie wygasa, gdy wierzyciel zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. [b]Ministerstwo Finansów już w piśmie z 8 lutego 1996 r. (PO 3/722-80/95)[/b] podkreśliło, że jeśli wierzyciel nie ma oświadczenia dłużnika o przyjęciu zwolnienia z długu, nie będzie mógł naliczyć kosztów. Wystarczy pisemne oświadczenie; zgodę dłużnika potwierdza też ugoda albo układ.
Warunkiem rozliczenia umorzonej wierzytelności w kosztach jest też jej wcześniejsze wykazanie po stronie przychodów. Na ogół jest on spełniony, bo większość przychodów z działalności powstaje jeszcze przed otrzymaniem zapłaty od kontrahenta.