[srodtytul]Z firmy za granicą[/srodtytul]
Przykładem zarobków z lat poprzednich są wykazywane przez przedsiębiorców dochody z prowadzenia firmy za granicą. Przede wszystkim jednak warto sprawdzić, czy w tym czasie pobyt na terytorium Polski nie trwał dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. Jeśli bowiem tak się stało, to całość swoich dochodów (również tych z zagranicy) należało co do zasady zgłosić do opodatkowania w Polsce (chyba że umowa dwustronna z danym państwem wyłączała dane dochody z opodatkowania).
Nawet odprowadzenie podatku od zagranicznych dochodów nie gwarantuje, że fiskus i sąd uznają je za źródło sfinansowania badanych wydatków. Trzeba jeszcze mieć dowód, że pieniądze te zostały przywiezione do Polski. Nie zawsze wystarczy tłumaczenie, że nie było obowiązku transferowania ich za pośrednictwem banków i pieniądze były przewożone do Polski „w miarę potrzeby”.
Tak właśnie tłumaczył się przed NSA jeden z podatników. Jednak w [b]wyroku z 23 maja 2007 r. (II FSK 681/06)[/b] sąd stwierdził: „choć możliwe było przewiezienie do Polski kwoty 45000 DEM w taki sposób, w jaki opisywała to strona skarżąca, czyli »w miarę potrzeby, jak każdy podróżujący w tym czasie obywatel Niemiec«, to jednak strona nie przedstawiła jakiegokolwiek dowodu choćby uprawdopodobniającego zgłaszane przez nią fakty. W tej sytuacji trudno takie wywody przyjmować za wiarygodne, zwłaszcza że postępowanie trwało długi okres czasu, organy wielokrotnie wzywały do przedstawiania dowodów, zaś strona była świadoma, iż ciężar wykazania pokrycia różnicy między wydatkami a przychodami spoczywa na niej”.
[srodtytul]Z zaliczkowych wypłat[/srodtytul]
Nie warto też pochopnie powoływać się na zaliczkowe przychody. Organy podatkowe łatwo bowiem sprawdzą, kiedy faktycznie wypłata miała miejsce i w którym roku został odprowadzony od nich podatek dochodowy. Jeśli więc na przykład podatnik będzie tłumaczył, że dostał zaliczkową dywidendę, organy w pierwszej kolejności sprawdzą sprawozdania finansowe spółki.
[srodtytul]Nie zaszkodź sobie jeszcze bardziej[/srodtytul]
Jeszcze gorzej postąpi ten, kto nie tylko będzie zeznawał sprzecznie z przepisami, ale na dodatek narazi siebie samego na odpowiedzialność karną. O mały włos przydarzyłoby się to zdesperowanemu podatnikowi, który jako źródło pochodzenia pieniędzy wskazał nieobyczajność swojej małżonki. Nie dość, że miał kłopoty z udowodnieniem tego, to jeszcze, sięgając po takie argumenty, narażał się – o czym zresztą nie wiedział – na zarzut stręczycielstwa. Sam wszak czerpał korzyści z tego nierządu.
Zwrócił na to uwagę [b]NSA w dwóch wyrokach z 8 kwietnia 2009 r. (II FSK 1852/07 i II FSK 236/08)[/b]: „organy podatkowe, a za nimi WSA w Gorzowie Wlkp., nie negowały faktu, że małżonka skarżącego trudniła się nierządem na terenie Niemiec. Samo jednak powołanie się na czerpanie korzyści z usług nierządu nie powoduje wykazania uzyskania z tego źródła korzyści w dowolnej wysokości oraz nie wyłącza okoliczności ich uzyskania poza ramy prowadzonego postępowania dowodowego (por. [b]wyrok NSA z 3 lutego 2000 r., I SA/Gd 1011/99)[/b]. Słusznie więc podniósł WSA w Gorzowie Wlkp., że skarżący w toku postępowania w żaden sposób nie uprawdopodobnił, że na dzień 1 stycznia 1998 r. posiadał wraz z żoną oszczędności w wysokości 600 tys. zł uzyskane z nierządu żony. Jak wynika przy tym z akt sprawy, kwestia czerpania korzyści przez skarżącego z cudzego nierządu nie była przedmiotem badania organów ścigania i sądu karnego”.
[srodtytul]Zaniżane koszty[/srodtytul]
Na co dzień podatnicy zawyżają koszty uzyskania przychodu, chcąc w ten sposób zmniejszyć podstawę opodatkowania, a tym samym i kwotę należnego podatku dochodowego. Jednak w sprawach dotyczących nieujawnionych źródeł przychodów jest na ogół odwrotnie: to urząd wykazuje, że wydatki związane z działalnością gospodarczą były większe, a zatem pozostałe zakupy musiały być sfinansowane ze źródeł, których przedsiębiorca wcześniej nie wykazał. Tak było w sprawie zakończonej [b]8 kwietnia 2009 r. wyrokiem WSA w Opolu (I SA/ Op 347/08)[/b].
Urząd skrupulatnie ustalił wydatki obojga małżonków prowadzących działalność gospodarczą. Złożyły się na to m.in. zapłata zobowiązań wobec kontrahentów, wynagrodzenia pracowników, wypłacone diety, zapłacone składki ZUS i podatek od wynagrodzeń pracowników, koszty opłat z tytułu posiadania rachunku bankowego firmy, zakupy środków trwałych, a także wydatki małżonków związane z wyżywieniem, ubraniem, utrzymaniem mieszkania, eksploatacją samochodu, opłatami za telefon, ubezpieczeniem na życie, spłatą kredytów samochodowych, spłatą debetu na rachunku osobistym, opłatami bankowymi z tytułu posiadania rachunku osobistego.
Po równie skrupulatnym wyliczeniu przychodów obojga małżonków okazało się, że część wydatków nie znajduje pokrycia w ich dochodach. Małżonkom nie pozostawało nic innego, jak zakwestionować wysokość wydatków ustalonych przez urząd skarbowy. Najwyraźniej jednak brakowało im argumentów, skoro uciekli się do twierdzenia, że za paliwo częściowo zapłaciły nieznane osoby. Potwierdzeniem tego miało być toczące się już w tej sprawie postępowanie karne.
Sąd w to nie uwierzył. Przesłuchano bowiem właścicielkę biura rachunkowego prowadzącego księgi podatkowe firmy, a z jej zeznań wynikało, że w podatkowej księdze przychodów i rozchodów księgowała tylko te faktury, które dostarczał sam podatnik. Skąd zatem miałyby się tam znaleźć wydatki poniesione przez nieznane osoby?
[ramka][b]Hazard też musi mieć potwierdzenie[/b]
Nie warto tłumaczyć pochodzenia pieniędzy wygraną w kasynie, jeśli nigdy wygrana nie padła. Tym bardziej argument ten okaże się nietrafny, jeśli nigdy nie przekroczyło się progu takiego lokalu. Trzeba bowiem wiedzieć, że w kasynach gry prowadzi się rejestrację gości (obejmującą imię, nazwisko, datę i miejsce urodzenia, numer i serię dowodu tożsamości). Rejestracja jest warunkiem wstępu do kasyna gry (art. 18 ust. 2 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=FF4159DAEFE40F1B35FBCC4833114D0D?id=171970]ustawy z 29 lipca 1992 r. o grach i zakładach wzajemnych, DzU z 2004 r. nr 4, poz. 27 ze zm.[/link]).
Ale sam tylko imienny dowód uiszczenia opłaty za wstęp to jeszcze nie dowód wygranej. Podatnik mógł przecież nie uczestniczyć w grze lub wręcz przegrać – zauważył [b]WSA w Gliwicach w wyroku z 15 maja 2006 r. (I SA/Gl 337/06)[/b]. Dlatego słusznie – jego zdaniem – organ podatkowy domagał się od podatnika, by przedstawił imienne zaświadczenie o uzyskanej wygranej. Zgodnie bowiem z art. 11 ust. 5 ustawy o grach i zakładach wzajemnych podmiot urządzający grę losową, zakład wzajemny lub grę na automacie musi, na żądanie uczestnika gry losowej, zakładu wzajemnego lub gry na automacie, wystawić takie imienne zaświadczenie. Mało tego, musi prowadzić ewidencję zaświadczeń oraz przechowywać odpisy wydanych zaświadczeń przez pięć lat następujących po roku, w którym uzyskano wygraną lub nastąpiła wypłata (wydanie) wygranej. Zaświadczenie jest bowiem drukiem ścisłego zarachowania.
Podsumowując: jeśli podatnik twierdzi, że wygrał w kasynie, a nie potrafi udokumentować wygranej, to jego zeznania są sprzeczne z wymogami dokumentacyjnymi wynikającymi wprost z przepisów. [/ramka]
[ramka][b]Kiedy się przedawnia[/b]
Zobowiązanie z tytułu opodatkowania dochodu nieznajdującego pokrycia w ujawnionych źródłach przychodów lub pochodzącego ze źródeł nieujawnionych nie powstaje, jeżeli decyzja ustalająca to zobowiązanie została doręczona po upływie pięciu lat, licząc od końca roku, w którym upłynął termin na złożenie zeznania rocznego dla podatników podatku dochodowego od osób fizycznych, za rok podatkowy, którego dotyczy decyzja (art. 68 § 4 ordynacji podatkowej). [/ramka]