Zdarza się, że inwestor pilnie szuka pomocy prawnej, ponieważ właśnie „odstąpił" od umowy z niesolidnym wykonawcą. Ten zaś odpisał, że inwestor nie miał do tego prawa i to on odstępuje od umowy. Dochodzi do konsternacji. Kojarzy się to z meczem, w którym gospodarz spotkania, będąc na własnym boisku, czuje się zepchnięty do defensywy od pierwszych minut meczu.
Wyobraźmy sobie, że strony zawarły umowę o roboty budowlane, na mocy której wykonawca zobowiązał się wykonać określony obiekt. W trakcie realizacji doszło do sporów na tle opóźnień oraz niewłaściwego wykonania części robót. W końcu inwestor postanowił odstąpić od umowy na podstawie klauzuli umownej przewidującej taką możliwość, z tym że wspomniana klauzula nie zawierała terminu końcowego na wykonanie prawa odstąpienia. Oświadczenie inwestora o odstąpieniu zostało poprzedzone pisemnym wezwaniem wykonawcy do usunięcia uchybień, w tym ukończenia opóźnionych prac z zagrożeniem, że następnym krokiem może być odstąpienie na podstawie owej klauzuli umownej.
Odstąpienie od umowy jest decyzją biznesową równie ważną, co jej podpisanie
Art. 395 kodeksu cywilnego wymaga, aby klauzula umowna przewidująca prawo odstąpienia dla jednej bądź obu stron, wskazywała termin, do którego prawo odstąpienia można wykonać (czytaj: doręczyć pismo stronie przeciwnej). Bez wskazania tego terminu klauzula jest nieważna. Stąd też nawet przeciętnie uświadomiony prawnie wykonawca, po otrzymaniu takiego oświadczenia odpisze, że odstąpienie jest nieskuteczne. Z reguły w takiej sytuacji powoła się na swoje własne zarzuty wobec inwestora i sam złoży oświadczenie o odstąpieniu z winy tego pierwszego. Tego rodzaju „licytacja" na odstąpienia niesie dalsze poważne skutki – strony wywodzą bowiem ze swoich działań prawo do naliczenia kar umownych itd.
Sytuacja strony, która złożyła oświadczenie o odstąpieniu od umowy w oparciu o wadliwie sformułowaną klauzulę umowną (nieokreślającą terminu) wcale nie jest przegrana, choć nawet sądy czasem w takiej sytuacji idą „na skróty" i – w mojej ocenie błędnie – ograniczają się do stwierdzenia, że odstąpienie było nieskuteczne (ze wszelkimi tego dalszymi konsekwencjami). Tymczasem uznanie, że umowne prawo odstąpienia obarczone było wadą prawną, powinno być dopiero punktem wyjścia do dalszej analizy.