Jeśli strony chcą zapewnić większą stabilność kontraktu menedżerskiego, to powinny zamieścić w nim dodatkowe ograniczenia wypowiedzenia.
To wnioski z wyroku Sądu Najwyższego.
Skrócili kontrakt
Iwona T. domagała się zasądzenia od Skarbu Państwa (wojewody małopolskiego) ok. 400 tys. zł odszkodowania za rozwiązanie z nią umowy o zarządzanie przedsiębiorstwem bez wskazania ważnego powodu.
Umowa była zawarta na czas oznaczony (na trzy lata), ale przewidziano w niej, że może być rozwiązana przez każdą ze stron z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, który zresztą zakład zastosował. Lwią część tej kwoty stanowiło utracone wynagrodzenie za okres od wygaśnięcia umowy do jej planowanego końca, tj. za 13 miesięcy. Menedżerka domagała się ponadto nagrody rocznej.
Według niej sprawy fabryki prowadziła bez zarzutu, przygotowała ją do restrukturyzacji i prywatyzacji, do której zresztą doszło, zatem wywiązała się ze swoich obowiązków. Jednakże jej działania wzbudziły protesty części załogi i działaczy związkowych, którzy kierowali skargi do wojewody. W rezultacie ten wypowiedział jej umowę.