Pracownica w ciąży korzysta ze wzmożonej ochrony etatu. To zabezpieczenie przewiduje art. 177 kodeksu pracy. I choć nie można jej wypowiedzieć umowy, to wcale nie oznacza, że nie można jej zwolnić. Za naruszanie podstawowych obowiązków pracowniczych może ona stracić posadę dyscyplinarnie z dnia na dzień.
Czasem nawet pracodawca nie poniesie negatywnych konsekwencji tego, że niezgodnie z prawem zwolnił pracownicę, jeśli wymusiło to jej bezprawne działanie. Tak było w opisanej niżej sprawie, w której Sąd Najwyższy nie ukarał pracodawcy za wypowiedzenie ciężarnej stosunku pracy (wyrok z 2 października 2012 r., II PK 56/12).
O co chodziło
Pracownica była uniwersyteckim adiunktem. Pracowała na podstawie mianowania. Było to jej podstawowe miejsce zatrudnienia. Po jakimś czasie podjęła akademickie obowiązki na podstawie mianowania na innej uczelni – również jako w podstawowym miejscu pracy.
Taka sytuacja jest prawnie niedopuszczalna. Zatrudniona miała pełną świadomość swego bezprawnego zachowania. Działała z premedytacją – chciała wymusić na pierwszym pracodawcy przekształcenie mianowania w umowę o pracę na czas nieokreślony.
W czasie tej etatowej roszady była w ciąży, o czym poinformowała przełożonego ubiegając się o zmianę podstawy zatrudnienia. Postawiła szefa pod ścianą – wiedziała, że z uwagi na ciążę nie będzie mógł z nią rozwiązać stosunku mianowania bez naruszenia przepisów prawa. Mimo to pracodawca zdecydował się pozbyć nielojalnej podwładnej i wypowiedział jej stosunek pracy w trybie art. 123 ust. 1 pkt 2 w związku z art. 125 Prawa o szkolnictwie wyższym. Ten drugi przepis przewiduje możliwość rozwiązania stosunku pracy z mianowanym nauczycielem akademickim z powodu „innych ważnych przyczyn” po uzyskaniu zgody w postaci uchwały organu kolegialnego wskazanego w statucie uczelni. Radykalny ruch rektora zaaprobowała rada wydziału.