Kontrola sprawowana przez niektóre państwa w odniesieniu do ceny sprzedaży lub refundacji kosztów leków nie zwalnia tych cen całkowicie z działania zasady podaży i popytu. Tym samym zakres reglamentacji cenowej w sektorze leków nie może wykluczyć zastosowania wspólnotowych reguł konkurencji. W ten sposób upadł kolejny argument spółki, zgodnie z którym interwencja państwa w dziedzinie cen leków wyłącza stosowanie wspólnotowych reguł konkurencji. W tej materii Trybunał podzielił odmienne stanowisko Komisji Europejskiej i Polski. I to też nie powinno dziwić. Powszechnie znany jest fakt, iż nie wszystkie leki są refundowane. Ponadto czasami poziom refundacji jest tak niski, że odgrywa niewielką rolę rynkową. Poza tym są państwa, które w ogóle nie ustalają wiążących cen produktów leczniczych dla pacjentów. Taki system, funkcjonujący m.in. w Polsce, w oczywisty sposób nie zwalnia cen leków z działania zasady podaży i popytu ani nie wyklucza zastosowania wspólnotowych reguł konkurencji. Zdaniem Trybunału, nawet w państwach, w których organy władzy publicznej ustalają ceny sprzedaży leków, ich producenci mają wpływ na poziom, na jakim zostają ustalone ceny sprzedaży leków lub kwoty refundacji za te leki. Uczestniczą bowiem w negocjacjach, które na ich żądanie i na podstawie cen przez nich zaproponowanych prowadzą (w oparciu o dyrektywę 89/105/EWG) do ustalenia oficjalnych cen.
[srodtytul]Korzyść nie tylko dla pacjenta[/srodtytul]
Co więcej, w opinii Trybunału nawet w krajach, w których ceny leków podlegają regulacji ze strony państwa, handel równoległy może wywoływać presję cenową, a w konsekwencji prowadzić do korzyści finansowych także dla kas chorych czy funduszy ubezpieczeń zdrowotnych. Poza tym handel równoległy lekami z jednego państwa do drugiego może stwarzać organom tego drugiego większą możliwość wyboru, gdy zaopatrują się w leki w drodze przetargu, w ramach którego podmioty prowadzące import równoległy mogą zaoferować leki po niższych cenach. W odnoszącym się do tej kwestii fragmencie wyroku Trybunał dostrzegł po prostu rzeczywistość w poszczególnych państwach. Tytułem przykładu leki z importu równoległego są od pewnego czasu obecne w Polsce na listach refundacyjnych. Jest to wynik wprowadzonych zmian legislacyjnych. Jak się okazuje, wyprzedzały one ocenę Trybunału.
[srodtytul]Przegrana, ale nie na całej linii[/srodtytul]
Mimo że zakres reglamentacji państwa nie może usunąć znamion nadużycia z odmowy przez firmę farmaceutyczną zajmującą pozycję dominującą wykonania zamówień złożonych przez hurtowników prowadzących eksport równoległy, to takie przedsiębiorstwo powinno jednak, zdaniem Trybunału, móc podjąć rozsądne i proporcjonalne środki, jeżeli wymaga tego ochrona jego własnych interesów handlowych. Co ciekawe, podobne stanowisko przyjęła Polska, powołując się na wyrok Trybunału w sprawie United Brands z 1976 r.
Reguły konkurencji nie mogą być interpretowane w ten sposób, że dla ochrony własnych interesów handlowych jedyną możliwością, jaka pozostaje firmie farmaceutycznej zajmującej pozycję dominującą, jest całkowita rezygnacja ze sprzedaży swoich leków w państwie, w którym ich ceny są ustalone na niskim poziomie. W celu określenia rozsądnego i proporcjonalnego charakteru tych środków należy ustalić, czy zamówienia złożone przez hurtowników mają anormalny charakter. Taka sytuacja mogłaby zaistnieć, gdyby niektórzy hurtownicy zamówili u producenta produkty lecznicze w ilościach nieproporcjonalnych do ilości poprzednio sprzedawanych przez tych samych hurtowników, w celu zaspokojenia potrzeb rynku danego państwa. Sądowi krajowemu Trybunał pozostawił ustalenie normalnego charakteru zamówień w świetle dotychczasowych relacji handlowych utrzymywanych przez firmę farmaceutyczną zajmującą dominującą pozycję z zainteresowanymi hurtownikami, jak również wielkości zamówień w porównaniu z zapotrzebowaniem rynku danego państwa. Powyższe rozważania są odpowiedzią Trybunału na podnoszony przez spółkę argument, w myśl którego firmy farmaceutyczne muszą ograniczać eksport równoległy, aby uniknąć ryzyka zmniejszenia ich inwestycji w badania i rozwój. Na podstawie przebiegu rozprawy ustnej można ocenić, że odpowiedź ta oznacza w rzeczywistości brak uznania dla tego argumentu.