We wtorek 7 października 2008r. media podawały, że znany niemiecki producent samochodów wstrzymał pracę w swoich zakładach w Gliwicach, powołując się na recesję na rynku motoryzacji. Przedstawiciel General Motors (właściciel Opla) poinformował, że zatrudnieni przychodzą normalnie do pracy, ale wykonują inne obowiązki, a niektórzy podnoszą kwalifikacje na szkoleniach. Czy takie zaprzestanie produkcji to klasyczny przestój, za jaki mamy prawo płacić 60 proc. stawki? Czy w tym czasie wolno zlecić wykonywanie innej pracy?
[srodtytul]Przyczyna do przewidzenia[/srodtytul]
Przestój to nieprzewidziana przerwa w normalnym toku pracy spowodowana przyczynami losowymi, np. awarią prądu (art. 81 § 2 kodeksu pracy). [b]W gliwickiej fabryce Opla nie doszło jednak do przestoju. General Motors wstrzymał produkcję w związku ze spadkiem liczby klientów, a zdaniem Sądu Najwyższego zmniejszenie popytu na wyroby nie może stanowić przyczyny przestoju (wyrok z 16 października 1992 r.; I PZP 58/92)[/b].
[b]Według ekspertów to, co się dzieje w Oplu, możemy określić jako gotowość do pracy, której podwładni nie mogą wykonywać z przyczyn pracodawcy[/b] (art. 81 § 1 kodeksu pracy). Chodzi tu jednak o powody, którym można było zapobiec. Przykładowo: nie ma produkcji, bo szef nie dostarczył surowców lub nowych zleceń.
[b]Mimo że ustawodawca odróżnia gotowość do pracy od przestoju, to w obu sytuacjach gwarantuje zatrudnionym takie samo wynagrodzenie[/b] – osobiste zaszeregowanie określone stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli takiego składnika brakuje, 60 proc. wynagrodzenia. Znaczy to, że stracą tylko wynagradzani wyłącznie według zmiennych składników poborów, np. akordowych, prowizyjnych.