– Prowadzę coraz więcej spraw o kilka, a nawet kilkadziesiąt milionów złotych za dyskryminację i mobbing pracownika – mówi Waldemar Gujski, adwokat z kancelarii Gujski Zdebiak. – Zależy nam na tym, by polskie sądy odeszły od praktyki przyznawania socjalistycznych odszkodowań, a zaczęły uwzględniać realia panujące w innych państwach i zagranicznych koncernach, których spółki córki działają w naszym kraju i robią naprawdę dobre interesy.
– Dlaczego Amerykanin może występować przeciwko tej samej międzynarodowej firmie o naprawdę ogromne odszkodowania, a Polak, w myśl orzecznictwa naszych sądów, może liczyć tylko na promil tych pieniędzy odpowiadający przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa? – zastanawia się mec. Gujski. Jego zdaniem kwoty odszkodowań powinny odpowiadać realiom w korporacjach, zwłaszcza że faktyczny pracodawca często znajduje się w Niemczech, USA czy Francji.
Ludzie coraz częściej uświadamiają sobie, że przysługuje im ochrona przewidziana w kodeksie pracy. Nierzadko jednak błędnie sądzą, że poddawani są mobbingowi, gdy pracodawca kategorycznie żąda wykonania swoich poleceń. Uważają również, że mobbingiem jest samo wypowiedzenie umowy o pracę z przyczyn zawinionych przez pracownika. To zwykle ich podstawowy błąd.
Zasada jest bowiem taka, że roszczenie o odszkodowanie z tytułu mobbingu po rozwiązaniu umowy o pracę jest możliwe tylko wtedy, gdy pracownik sam rozwiązał umowę. Jeśli jednak uczyniła to firma, zainteresowany nie może się domagać odszkodowania. Inaczej jest, gdy pracownik wskutek mobbingu straci zdrowie. Może wtedy wyjątkowo wystąpić przeciwko pracodawcy, który rozwiązał z nim umowę – o zadośćuczynienie.
Nie tylko dlatego pozwy oparte na przepisach o mobbingu są mniej korzystne.