Powołany dyrektor staje się pracownikiem nie tego podmiotu, który go powoływał, ale instytucji kultury. Zwyczajowe stwierdzenia, że np. wójt jest pracodawcą dyrektora gminnej biblioteki, nie są zatem prawdziwe. Pracodawcą jest bowiem posiadająca osobowość prawną biblioteka. Wójt ma natomiast jedynie uprawnienia do powołania i odwołania jej dyrektora, w tym m.in. do określenia warunków jego zatrudnienia, np. składników i wysokości wynagrodzenia za pracę.
Specyfika aktu powołania i jej konsekwencje prawne nie zawsze są dostrzegane w praktyce. Świadczą o tym kuriozalne sygnały od czytelników, że organy samorządowe traktują dyrektorów instytucji kultury jako własnych urzędników i narzucają im, kogo i kiedy mają zaangażować. Dla przykładu: jeden z czytelników napisał, że wójt akceptuje wyjazdy służbowe dyrektora teatru i każe mu podpisywać listę obecności.
Dyrektor instytucji kultury nie ma więc przełożonego, podobnie jak dyrektor przedsiębiorstwa państwowego, członek zarządu spółki czy spółdzielni. Sam decyduje, czy uda się w podróż służbową, czy będzie wypełniał listę obecności (ściślej kwestie te rozstrzyga regulamin pracy, który wydaje dyrektor jako organ zarządzający) oraz o własnym rozkładzie czasu pracy.
Sąd Najwyższy kilkakrotnie „przywoływał do porządku” różne organy nadzorujące pracowników zarządzających zakładami pracy. Podkreślał, że z aktu powołania kogoś np. do zarządu spółdzielni czy na stanowisko dyrektora przedsiębiorstwa nie wynika podległość służbowa między powołującym i zatrudnianym. Organ powołujący nie może w związku z tym uzurpować sobie prawa np. do udzielania takiej osobie urlopu wypoczynkowego czy do podpisywania druków jej delegacji służbowych.
Reasumując: w wyniku powołania między organem powołującym a dyrektorem instytucji kultury nie powstaje stan podległości służbowej w rozumieniu prawa pracy. Aby taka więź zaistniała, musiałaby wynikać z konkretnego przepisu. A takiego na próżno szukać w ustawie.
Ponadto źródłem uprawnień władczych organizatora nad instytucją kultury nie mogą być same przepisy o sprawowaniu nad nimi nadzoru. Nadzór nie prowadzi bowiem, co do zasady, do podległości o charakterze służbowym, w której nadzorowany obowiązany byłby do wykonania wszystkich poleceń nadzorującego. Nadzorujący ma bowiem do dyspozycji tylko takie narzędzia pozakontrolne (w szczególności władcze), jakie mu wyraźnie przyznają przepisy. A te nie czynią z dyrektorów instytucji kultury kolejnych urzędników.