Co roku kilkaset firm ogłasza upadłość, ale dwa razy więcej sądy upadłościowe odsyłają z kwitkiem, bo nie mają nawet środków na koszty upadłości. Wiele z nich nadal jednak funkcjonuje, choć trochę na pograniczu prawa. Ich szefowie jednak nie mogą spać spokojnie, bo mogą być pociągnięci za długi firmy.
Gorzej niż upadły
Pokazuje to sprawa Małgorzaty Z., prezes spółki z o.o. L., którą zgłosiła do upadłości, ale sąd jej nie ogłosił, gdyż majątek spółki nie wystarczał na koszty postępowania upadłościowego, a taką odmowę przewiduje art. 13 prawa upadłościowego.
W tej sytuacji wierzyciel, tu Skarb Państwa, zażądał od prezes (w ramach tzw. subsydiarnej odpowiedzialności zarządu za długi spółki z o.o. – art. 299 k.s.h.) 4 tys. zł, jakie sąd wydał na wynagrodzenia nadzorcy sądowego, który badał kondycję spółki. Pozwana broniła się, wskazując, że dług powstał już po złożeniu wniosku o upadłość, a wniosek jest po to, by zwolnić menedżera z tego ciężaru. Rozpatrujący sprawę Sąd Okręgowy w Warszawie powziął co do tego wątpliwości. O ich rozstrzygnięcie zwrócił się do Sądu Najwyższego. A ten orzekł, że za niezapłacone wynagrodzenia dla nadzorcy odpowiadają członkowie zarządu spółki.
747 upadłości likwidacyjnych ogłosiły sądy w 2014 r.
– Uchwałę SN należy odnosić do wszystkich zobowiązań, jakie przedsiębiorca zaciągnął po złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości. Będą to więc narosłe za ten okres np. wynagrodzenia pracowników, czynsze najmu i wszelkie inne długi – wskazuje Bartosz Sierakowski, radca prawny z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy. – Jest ona wyraźnym sygnałem dla przedsiębiorców, by nie zwlekali ze złożeniem wniosku o upadłość. Powinni to zrobić odpowiednio wcześnie, kiedy firma ma jeszcze majątek przynajmniej na koszty upadłości – dodaje.