Tak orzekł Sąd Najwyższy w postanowieniu z 18 listopada 2014 r. (II PZ 18/14).
Pozwem z 10 października 2011 r. powódka odwołała się od wypowiedzenia, którego dokonano wobec niej 23 września 2011 r. Z zestawienia tych dwóch dat widać już, że powódka nie dochowała przewidzianego w kodeksie pracy siedmiodniowego terminu na wniesienie odwołania. W samym pozwie podała, że 23 września 2011 r. spotkała się w pracy z prezesem pozwanej spółki. Oznajmił on kobiecie, że wypowiada jej umowę oraz że przysługuje jej odwołanie do sądu. Powódka utrzymywała, że nie wręczono jej wypowiedzenia w formie pisemnej, z kolei pracodawca wskazywał, że odmówiła przyjęcia przedstawionego jej dokumentu. Przyczyną rozstania z powódką była przy tym likwidacja zajmowanego przez nią stanowiska pracy. W odwołaniu pracownica podała także, że odwołanie wniosła dopiero po uzyskaniu informacji, że na jej stanowisko została zatrudniona inna pracownica.
Sąd rejonowy oddalił powództwo jako spóźnione, gdyż wniesiono je po upływie terminu wynikającego z art. 264 kodeksu pracy. Nie uwzględnił przy tym wniosku powódki o przywrócenie terminu, wskazując, że mogła go dochować – o przyjęciu nowej pracownicy dowiedziała się jeszcze przed upływem daty na wniesienie odwołania.
Powódka odwołała się od tego wyroku, a sąd okręgowy uwzględnił jej apelację. Uchylił wyrok sądu I instancji, a sprawę przekazał do ponownego rozpoznania. SO stwierdził, że SR nie rozpoznał istoty sprawy i nie rozstrzygnął ważnych kwestii związanych z zasadnością wniosku o przywrócenie terminu do odwołania od wypowiedzenia. Chodzi o formę wymówienia, co wpływa na ocenę, czy powódkę pouczono o przysługującym prawie i terminie odwołania do sądu. Zdaniem sądu okręgowego SR nie ustalił też, kiedy powódka dowiedziała się, że przyczyna rozwiązania z nią stosunku pracy w jej ocenie okazała się nieprawdziwa.
Pozwany pracodawca wniósł zażalenie od tego wyroku (na mocy art. 394