Wniosek jest już gotowy i trafi do Trybunału Konstytucyjnego na początku października.
Konfederacja Lewiatan zamierza w ten sposób zakwestionować przepisy, które dają długotrwałą ochronę przed zwolnieniem tysiącom społecznych inspektorów pracy. Pracodawca nie ma przy tym najmniejszego wpływu na to, ilu takich inspektorów zostanie powołanych przez działający w firmie związek zawodowy ani kto konkretnie będzie pełnił funkcję kontrolera.
Przepisy rodem z PRL
– Ustawa o społecznej inspekcji pracy uchwalona przeszło 30 lat temu posługuje się określeniami niepasującymi do dzisiejszych realiów – mówi Bartłomiej Raczkowski, radca prawny z Kancelarii Raczkowski i Wspólnicy. –Daje zatem szerokie możliwości interpretacji jej przepisów i mnożenia ponad miarę i rozsądek armii społecznych inspektorów pracy. Tymczasem trzeba pamiętać, że uprawnienia społecznych inspektorów dublują się z kompetencjami Państwowej Inspekcji Pracy. Moim zdaniem nie ma więc uzasadnienia, aby utrzymywać w naszym systemie społecznych inspektorów, skoro mamy państwowe służby.
Zarzuty pracodawców o nadużywaniu przepisów o społecznej inspekcji pracy nie biorą się znikąd. Znane są bowiem przypadki, w których w jednej firmie związki zawodowe powołały na taką funkcję przeszło 800 osób. Średnio jeden społeczny inspektor pracy przypadał na 20 zatrudnionych. Trzeba pamiętać, że społeczny inspektor pracy korzysta z ochrony przed zwolnieniem przez czteroletnią kadencję i rok po jej upływie. W tym czasie może zostać zwolniony wyłącznie za zgodą związku zawodowego lub w trybie dyscyplinarnym.
Związkowcy bronią SIP
– Społeczni inspektorzy pracy dobrze pełnią swoją funkcję, szczególnie w dużych zakładach, i nie sądzę, żeby ich działalność nadmiernie obciążała przedsiębiorców – odpowiada na zarzuty prof. Marcin Zieleniecki z Uniwersytetu Gdańskiego, ekspert NSZZ „Solidarności". – Kompetencje SIP nie pokrywają się także z uprawnieniami Państwowej Inspekcji Pracy, ponieważ np. społeczny inspektor nie ma prawa nałożyć kary na przedsiębiorcę łamiącego prawo.