Sąd Najwyższy wydał we wtorek precedensowy wyrok. Okazuje się bowiem, że choć ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych obowiązuje od kilkunastu lat, a w tym czasie w setkach spółek z udziałem Skarbu Państwa zasiadały setki przedstawicieli załogi, kwestie związane z wyborem związkowców do rad nadzorczych nigdy nie trafiły na wokandę SN (sygnatura akt: V CSK 311/12).
Wydając wyrok, SN wskazał również, jaki tryb należy zastosować, by przed sądem domagać się wypełnienia obowiązków nałożonych na zgromadzenie akcjonariuszy.
Minister kontra załoga
Problem wyboru związkowców do rad nadzorczych ujawnił się dwa lata temu. Wtedy to ówczesny minister Skarbu Państwa Aleksander Grad, mający większość w zgromadzeniu KGHM Polska Miedź, odmówił wyboru do rady nadzorczej tej spółki trzech przedstawicieli załogi (wybranych zresztą przez pracowników na trzyletnią kadencję). Dotyczyło to również zasiadającego w tej radzie przez trzy kadencje Leszka Hajdackiego.
Zgromadzenie wybrało tylko siedmiu członków – bez trzech związkowców. Minister nie krył zresztą, że nie będzie dla nich miejsca w radzie nadzorczej KGHM. Przyczyną odmowy były wcześniejsze pikiety przed biurem zarządu kombinatu (związkowcy domagali się podwyżek, ale podczas pikiety doszło do przepychanek, a kilku ochroniarzy zostało poturbowanych).
Tymczasem ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji gwarantuje załodze jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, bądź tylko z jego udziałem, reprezentację przedstawicieli w radzie nadzorczej. Wybierani są oni w wyborach bezpośrednich i tajnych, z zachowaniem zasady powszechności. Jak stanowi zasadniczy w tym sporze art. 14 ust. 2, „wybór jest wiążący dla walnego zgromadzenia".