Tak orzekł Sąd Najwyższy w wyroku z 3 października 2012 r. (II PK 63/12).
Dyrektor wezwał pracownika 9 stycznia 2007 r. na rozmowę, podczas której przedstawił mu zarzuty do jego pracy. Według przełożonego kwalifikowały się one na dyscyplinarkę. Dyrektor podpowiedział jednak, aby pracownik sam się zwolnił w związku z nabyciem uprawnień emerytalnych.
Ten zdenerwowany złożył wniosek o rozwiązanie angażu z końcem września 2007 r. w związku z przejściem na emeryturę. Dyrektor przeczytał pismo, ale do dnia odwołania go ze stanowiska nie podjął decyzji w tej sprawie. W międzyczasie pracownik złożył szefowi oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych pierwszego pisma, powołując się na wadę oświadczenia woli w postaci groźby dyscyplinarnego zwolnienia. Pracodawca uznał to uchylenie za bezskuteczne.
Nowy dyrektor 5 czerwca 2007 r. zgodził się na rozwiązanie umowy o pracę z końcem września. Pracownik zakwestionował to i sąd pierwszej instancji uznał, że nic nie uzasadniało wielomiesięcznej zwłoki w udzieleniu powodowi odpowiedzi na jego ofertę. Tym samym pracownik w dniu, kiedy nowy szef przystał na zawarcie porozumienia o rozstaniu, nie był już związany tą ofertą. Sąd okręgowy zmienił wyrok i powództwo oddalił. Uznał, że nie można mówić o zwłoce w odpowiedzi. Tym bardziej, że sam powód zdawał sobie sprawę o związaniu tą ofertą, skoro chciał ją odwołać, powołując się na wadę oświadczenia woli.
Sąd Najwyższy uznał, że oferta pracownika ze stycznia 2007 r. nie została złożona w obecności drugiej strony ani za pomocą telefonu lub innego środka bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Dlatego przestaje wiązać podwładnego z upływem czasu, w którym składający propozycję mógł w zwykłym toku czynności otrzymać odpowiedź wysłaną bez nieuzasadnionego opóźnienia.