Sąd Najwyższy zajął się wczoraj sprawą mieszkanki Krakowa, która zatrudniła się na etacie jeszcze w 2003 r. (sygnatura akt: I UK 324/12).
Dość szybko okazało się, że jest w ciąży, i to zagrożonej, zaczęła więc korzystać ze zwolnień lekarskich.
ZUS zakwestionował jej umowę o pracę jako zawartą, jego zdaniem, dla pozoru, tylko po to, by wyłudzić świadczenia z ubezpieczenia społecznego.
Długi proces
Przez następne pięć lat kobieta walczyła w sądzie o uznanie jej zatrudnienia za faktycznie wykonywane. Zgodnie z wyrokami Sądu Najwyższego pracownik, który faktycznie wykonywał swoje obowiązki, ma prawo do wszystkich świadczeń z ubezpieczeń społecznych już po 30 dniach od zatrudnienia. Z orzecznictwa SN wynika bowiem, że ZUS może zakwestionować tylko umowy zawarte na papierze, które nigdy nie doszły do skutku. Czyli takie, których rzeczywistym celem było wyłudzenie świadczeń.
Gdy zainteresowanej udało się w 2008 r. w końcu wygrać proces z ZUS i podważyć decyzję odmawiającą jej prawa do podlegania ubezpieczeniom społecznym, złożyła kolejny wniosek o przyznanie jej zasiłku macierzyńskiego z tytułu urodzenia dziecka w 2003 r.