Często do zakończenia współpracy między pracodawcą i pracownikiem dochodzi w napiętej atmosferze. W wielu wypadkach są to jednostronne czynności przełożonego, które negatywnie wpływają na sytuację podwładnego i są źródłem sporu.
Przeszkadza ambicja
Wtedy pracownikowi nie pozostaje nic innego, jak odwołać się do sądu i w zależności od rodzaju angażu, stwierdzonego uchybienia czy planów dochodzić przywrócenia do pracy lub odszkodowania.
Wydawałoby się, że prawomocny wyrok da szefowi do myślenia i nie dość, że zastosuje się do niego, to jeszcze wyciągnie wnioski i podobnego błędu już nie popełni w przyszłości. Tym bardziej że jego decyzję ocenili obiektywni specjaliści, nierzadko w dwóch instancjach.
Nie wszyscy jednak potrafią przełknąć porażkę, zwłaszcza przy orzeczeniu przywracającym do pracy, które jest dla szefa szczególnie dotkliwe. Tu nie tyle ważny jest aspekt ekonomiczny, jak ma to miejsce przy odszkodowaniu, ale ambicjonalny. Niełatwo stanąć z bezprawnie zwolnionym twarzą w twarz, a następnie dopuścić go do zadań i udawać, że nic się nie stało.
Tyle że przełożony nie ma innego wyjścia. Jeśli będzie się opierał, ustawodawca przewidział narzędzia oddziałujące na jego zachowanie. Dotyczą one egzekucji tzw. czynności niezastępowanych, czyli takich, które może wykonać tylko określony podmiot – w tym wypadku pracodawca.