Zwolniony za wypowiedzeniem ma tylko siedem dni na złożenie pozwu do sądu (art. 264 kodeksu pracy). Tydzień więcej ma osoba, której szef wręczył dyscyplinarkę.
Nawet związkowiec, osoba w wieku przedemerytalnym czy pracownica w ciąży, którzy są mocno chronieni przed zwolnieniem, stracą pracę, jeśli nie odwołają się do sądu.
Na szczęście osoba, która nie dochowała tego terminu z przyczyn losowych czy zdrowotnych, może, na podstawie art. 265 kodeksu pracy wystąpić o przywrócenie terminu na złożenie pozwu. Powinno to nastąpić w ciągu siedmiu dni od momentu, gdy ustała przyczyna spóźnienia, np. wyjścia ze szpitala.
Nie każde zwolnienie lekarskie usprawiedliwia jednak naruszenie tego terminu. Jeśli zawiera ono adnotację, że chory może chodzić, sąd może nie przywrócić terminu.
Co ważne, termin liczy się od dnia, w którym pracownik otrzymał pismo w sprawie zwolnienia. Zgodnie z art. 30 k.p. oświadczenie pracodawcy o wypowiedzeniu czy dyscyplinarce musi zostać sporządzone na piśmie wraz z podaniem przyczyny rozstania i uzasadnieniem zwolnienia, a także pouczeniem o możliwości odwołania do sądu. Coraz częściej zdarzają się przypadki zwolnienia e-mailem, esemesem czy nawet ustnie. Co prawda wirtualny list czy wiadomość tekstowa spełniają warunek formy pisemnej, ale muszą być one jeszcze w sposób wiarygodny podpisane. W przypadku wiadomości przesyłanej przez Internet musi to być bezpieczny podpis elektroniczny, który legalizuje takie wypowiedzenie. Inaczej takie nieformalne wiadomości o zwolnieniu są niezgodne z prawem. Nawet jednak wtedy staną się skuteczne, jeśli pracownik nie odwoła się do sądu w terminie. Nie pomogą tłumaczenia, że nie wiedział o tym, że umowę można rozwiązać także ustnie. Sąd sprawdzi, czy zostały zachowane terminy i w razie ich przekroczenia oddali spóźniony pozew.