Ostatnio wszyscy piszą o umowach na czas określony zawieranych pod rządami pakietu antykryzysowego. Rozważania sprowadzają się głównie do tego, czy i kiedy trzeba takie kontrakty wypowiedzieć oraz co się stanie, gdy ktoś tego nie zrobi. Pracodawcy boją się, że taki angaż przekształci się z mocy prawa w bezterminowy.
Dlatego wielu decyduje się przerwać zatrudnienie na co najmniej trzy miesiące. Akurat dziś (22 sierpnia) upływa dwuletni okres zatrudnienia dla umów na czas określony zawartych 22 sierpnia 2009. Aby nie przekształciły się w stałe, trzeba było je rozwiązać między 1 a 5 dniem tego miesiąca. Niestety, nie wszyscy mogli tego dokonać.
W patowej sytuacji są ci, którzy zawierając kontrakt na dłużej niż sześć miesięcy, nie przewidzieli w nim klauzuli wcześniejszego rozwiązania. Mają powód do rwania włosów z głowy, bo takich angaży na podstawie kodeksu pracy wypowiedzieć się nie da (art. 33 k.p.).
Trzeba czekać, aż umowa rozwiąże się sama z upływem okresu, na jaki ją zawarto. Czy rzeczywiście to jedyne wyjście z sytuacji? Jeden z czytelników zaproponował, że wypowie kontrakt terminowy, nie bacząc na to, że on sam na to nie pozwala.
– Wolę zaryzykować i zapłacić odszkodowanie z tytułu bezprawnego rozwiązania umowy o pracę, niż ponosić ryzyko przekształcenia się umowy terminowej w stałą – tłumaczy pracodawca.