Karty elektroniczne, którymi zatrudnieni potwierdzają przyjście i wyjście z firmy, indywidualne loginy komputerowe, zapisane w systemach daty i godziny sporządzenia dokumentów i prowadzenia służbowej korespondencji e-mailowej to już codzienność u wielu pracodawców. Inspektorzy pracy coraz częściej, po obejrzeniu kart ewidencji czasu pracy, proszą o informacje dotyczące wyrafinowanych śladów pozostawionych przez pracowników (np. loginy kasowe w marketach). Konfrontują te zapisy z kartami ewidencji czasu pracy i... stwierdzają istotne różnice.
[srodtytul]Dowody na kilogramy[/srodtytul]
[b]Coraz bardziej świadomi pracownicy umiejętnie wykorzystują te informatyczne ślady. Dochodząc przed sądami pracy wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, dołączają do pozwów kilogramy korespondencji e-mailowej, wykazy godzin logowania w systemach informatycznych, na ogół wprawiając tym swoich byłych szefów w zakłopotanie.[/b]
Tymczasem nie wszyscy pracodawcy wyciągnęli wnioski z tej już nienowej sytuacji. Nie interesują się zapisami w systemach informatycznych, uznając, że samo prowadzenie ewidencji czasu pracy oraz zabezpieczenie się regulaminowymi zapisami o trybie i formie zlecania pracy nadliczbowej wystarczająco chroni ich przed roszczeniami pracowniczymi.
Warto tu jednak przypomnieć ugruntowaną już w orzecznictwie zasadę, w myśl której [b]„polecenie pracy w godzinach nadliczbowych (…) nie wymaga szczególnej formy. Brak sprzeciwu przełożonego na wykonywanie w jego obecności przez pracownika obowiązków może być zakwalifikowany jako polecenie świadczenia pracy w godzinach nadliczbowych”. Tak uznał Sąd Najwyższy w wyroku z 14 maja 1998 r. (I PKN 122/ 98)[/b].