O potrzebie poprawy obrony powietrznej i przeciwrakietowej świadczą najlepiej niedawne ostrzały Rosjan, które celowały w Kijów i Lwów, w zakłady produkujące drony i komponenty do dronów i rakiet. Pociski trafiły nawet zakład spółki amerykańsko-ukraińskiej. Rakiety trafiły w co najmniej 5 zakładów zbrojeniowych. Rosyjska rakieta dotarła też na polski teren, w nocy z 29 na 30 lipca 2026 r. rosyjski pocisk manewrujący naruszył polską przestrzeń powietrzną i uderzył w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Polska armia jest mniejsza, niż się wydaje. Do walki stanie tylko 75 tys. żołnierzy

Wojciech Warski wskazuje, że bardzo cenna dla polskiego potencjału obronnego, ale też dla współpracy z Ukrainą, jest polska propozycja złożona w USA. – Pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka złożyła jako wiceminister obrony narodowej propozycję pewnego sojuszu przemysłowego Stany Zjednoczone–Ukraina–Polska, która to propozycja wychodziła naprzeciw propozycji Trumpa, że udzieli licencji na produkcję Patriotów dla Ukrainy podczas szczytu NATO 8 lipca – mówi dr Warski.

Trump wycofał się z gestu wobec Ukrainy w ciągu 23 dni, bo już 1 sierpnia uznał, że nie może tego zrobić. – Rosjanie na przełomie lipca i sierpnia zaczęli atakować zakłady zbrojeniowe ukraińskie, postanowili w sobie właściwy sposób odpowiedzieć na tę propozycję i pokazać, że na Ukrainie nie da się zbudować żadnej linii produkcyjnej rakiet do Patriotów. Pokazuje to niestety też skalę infiltracji i poziom wiedzy, jaką Rosjanie mają o lokalizacjach ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego – mówił Warski.

Czytaj więcej

Polska przekaże Ukrainie kolejne pociski Patriot? Wiceszefowa MON: decyzja w najbliższych dniach

W jego ocenie, od początku było jasne, że obecnie nie można umieścić takiej produkcji na Ukrainie, gdzie jest wystawiona na ataki Rosjan, ale propozycja Polski godziłaby interesy wszystkich stron. – W tym momencie propozycja pani minister Sobkowiak złożona Amerykanom, by zawrzeć taki triumwirat przemysłowy i budować rakiety w bezpiecznym miejscu, czyli w Polsce, najprawdopodobniej w Polsce, miała głęboki sens i powiedziałbym, że jest to próba budowy sytuacji win-win dla absolutnie wszystkich graczy tego przedsięwzięcia. Ukraina w relatywnie szybkim czasie, w ciągu roku, uzyskałaby własne możliwości produkcyjne rakiet Patriot. Polska uzyskałaby dostęp do zdolności technologicznych, których w tej chwili nie mamy i które są jednym z istotnych elementów, dla którego nie przystąpiliśmy do tej koalicji Freya Bo, czyli budowy właśnie tych ukraińsko-europejskich rakiet, bo nie mamy co zaoferować w sensie technologicznym – tłumaczy dr Warski. Zauważa przy tym, że dla samych Amerykanów byłoby też wyjście z twarzą z trudnej sytuacji propagandowej, w której nie dają Ukrainie rakiet, które broniłyby ukraińskiego nieba przed niszczycielskimi rakietami balistycznymi, przed którymi Ukraina praktycznie nie ma obrony.

Czytaj więcej

Wiceszefowa MON rozmawiała w Waszyngtonie o bazie USA w Polsce i wspólnej produkcji Patriotów

Na pytanie, czy Amerykanie byliby chętni dać nam pozwolenie na produkcję, Warski odpowiada, że jeszcze tego nie wiemy, ponieważ nadal nie ma żadnej formalnej odpowiedzi na polską propozycję.

– Z politycznego punktu widzenia byłaby to poważna decyzja, również przemysłowa. Proszę zwrócić uwagę, że koncern Lockheed Martin świeżo co otrzymał od rządu Stanów Zjednoczonych gigantyczne zamówienie na blisko 60 mld euro na wyprodukowanie kilku tysięcy tych rakiet w siedem lat. Mając takie zamówienie w kieszeni, koncern nie ma najmniejszego interesu, żeby budować konkurencyjne produkcje w Europie. Natomiast mamy w tym interes na zasadzie „lepszy rydz niż nic” – mówi Warski i wskazuje, że mogłyby wchodzić w grę rakiety z uproszczonym systemem naprowadzania rakiet, do zwalczania rakiet balistycznych krótkiego zasięgu. – Sądzę, że na tej propozycji należy się w tej chwili i negocjacyjnie i przemysłowo skupić, bo to jest propozycja realna – tłumaczy ekspert.

Dalej w rozmowie – co polski rząd mógłby zrobić, żeby zwiększyć szanse Polski na udział w tej współpracy, jakie są skutki „dyplomacji orderowej” obu prezydentów na społeczne i gospodarcze relacje Polski i Ukrainy, wreszcie – jak dziś do akcesji do UE podchodzi sama Ukraina.