Jak duża jest szara strefa w polskiej gospodarce?
Odpowiem jak rasowy ekonomista – to zależy. Od tego, jak będziemy definiować szarą strefę. Tych definicji jest cała masa. Druga sprawa, to jakimi metodami się posłużymy do mierzenia szarej strefy. I w zależności od definicji oraz narzędzia, którymi się będziemy posługiwać, będziemy mieli różne wyniki. Rozstrzał jest bardzo duży. Od 15 proc. PKB do nawet 30 proc. PKB. Ta górna granica oznacza, że co trzeci złoty w obiegu pochodzi z szarej strefy. Ale większość opracowań, które określają szarą strefę poprzez pryzmat luki podatkowej wykazują mniejszą skalę szarej strefy, w granicach 14-15 proc.
Czy Pan się opowiada za tymi 14-15 proc.?
Niestety nie. To bliżej 30 proc. Ale znów to zależy od definicji, ja opowiadam się za definicją bardzo pojemną. Dla mnie szara strefa to wszelka działalność niezgodna z prawem i etyką prowadzenia biznesu, która skutkuje mniejszymi wpływami do budżetu państwa. Czyli biorę razem czarną strefę, szarą strefę i te działania z białej strefy, które są niezgodne z etyką biznesu, na przykład agresywne optymalizacje podatkowe.
Ale przecież one są wykorzystaniem możliwości, jakie daje prawo.
Prawo skrajnie skomplikowane i trudne do interpretacji. Podatki powinny być łatwe w obliczeniu. Ten, kto tworzy przepis, musi tworzyć go w oparciu o możliwość zrozumienia przez tych, którzy te podatki płacą. A tak nie jest.
Czytaj więcej:
Prowadzenie biznesu nie jest zadaniem łatwym. To ciągłe lawirowanie między wymogami regulacyjnymi, oczekiwaniami pracowników i realiami rynku.
Pro
Czy szara strefa w Polsce się zmniejsza?
Na tle historycznym tych 30 proc. jest niezłym rezultatem. Na początku transformacji, w latach 1989-1990 była szacowana na pięćdziesiąt parę proc.. Ale wtedy rynek był pusty, mieliśmy ogromne luki popytowo-podażowe. Wszędzie była szara strefa jako naturalna część gospodarki planowej. Szara strefa dziś jest mniejsza, ale ciągle duża.
Są eksperci, według których jej istnienie przynosi korzyści.
Owszem. Zwolennicy mówią na przykład tak: szara strefa to barometr. Warto ją mieć na uwadze ze względu na to, że ona podpowiada, czy zmiany gospodarcze idą w dobrym kierunku. Jeżeli szara strefa się zmniejsza, to oznacza, że mamy do czynienia z dobrą tendencją. Inny argument: jeżeli mamy bezrobocie i trudną sytuację gospodarczą, to szara strefa jest pewnym wyjściem naprzeciw tym, którzy szukają pracy.
Jednak ja uważam, że szara strefa jest niekorzystnym zjawiskiem w gospodarce. A powyżej 10 proc. to już jest duży problem. Wysoki poziom szarej strefy wypacza prowadzenie biznesu i negatywnie rzutuje na legalną część gospodarki. Rosną ceny (silny impuls inflacyjny), spada konkurencyjność, transparentność, znacznie obniża się jakość świadczonych usług i towarów, pojawiają się niebezpieczne związki nieformalne, rośnie korupcja, a ponadto spadają inwestycje (w tym zagraniczne), pojawia się deficyt budżetowy, negatywny deficyt bilansu handlowego, spada zaufanie (obniża się poziom kapitału społecznego) i generalnie pojawia się negatywny wizerunek państwa.
Czytaj więcej:
Polska branża transportowa, przez lata jeden z największych sukcesów gospodarczych kraju, znalazła się w punkcie zwrotnym. O problemach sektora TSL...
Pro
Tylko prawie każda gospodarka ma szarą strefę. Jak Polska wypada na tle innych państw?
Szara strefa jest nawet w Watykanie. Na pewno większą szarą strefę od Polski mają państwa bałtyckie. Nieznacznie, ale jednak. W Niemczech to 14-17 proc., w granicach 10 punktów proc. mniej niż w Polsce. Z kolei Włochy, Hiszpania, Portugalia czy Grecja mają duże sektory gospodarki bardzo silnie podatne na szarą strefę. To turystyka, rolnictwo i budownictwo. Czyli kraje Europy Zachodniej o rozwijanej przez długie lata i mocnej gospodarce rynkowej, mają tę szarą strefę o połowę mniejszą. Ale na tle południa Europy plus kraje bałtyckie, Polska wcale źle nie wypada.
A jakie sektory są niechlubnymi liderami, jeżeli chodzi o szarą strefę w Polsce?
U nas prym wiedzie budownictwo. Dalej – rolnictwo i cały przemysł usług związanych z hotelarstwem, turystyką czy gastronomią. Wystarczy tylko przypomnieć, w jaki sposób są opłacani kelnerzy – bardzo często pod stołem, bez umowy i oczywiście z napiwków. W czołówce są też takie usługi jak naprawy samochodu czy wykańczanie domów i mieszkań. Przecież standardem przy tych ostatnich usługach jest pytanie: „Czy piszemy fakturę?”. Z reguły nie piszemy, bo wychodzi drożej.
A handel bazarowy?
Rzeczywiście, paragon z kasy fiskalnej to na straganach rzadkość. A przecież duża część z handlujących to po prostu firmy. Tutaj też widzę potężny problem.
Hazard?
Kolejny duży temat. Ogromna szara strefa, która zresztą dzięki technologiom ma wymiar międzynarodowy. Animatorzy gier hazardowych są zwykle o krok dalej niż organy identyfikujące nieprawidłowości. Kiedyś zajmowałem się platformami hazardowymi z Cypru, które były specjalnie skonstruowane pod potrzeby polskich pracowników w Wielkiej Brytanii. Było to praktycznie poza jakąkolwiek ewidencją. A wraz z tym, że jakaś część tych pracowników do Polski wróciła, te platformy zostały przekierowane na nasz rynek. Jakakolwiek identyfikacja i ukrócenie zjawiska w tym cyberświecie jest skrajnie trudne. Do tego dochodzi problem kryptowalut, które są wykorzystywane przez animatorów szarej strefy w grach hazardowych.
Czytaj więcej:
Lubelska Agencja Wspierania Przedsiębiorczości (LAWP) prowadzi nabór dla powiązań klastrowych. Po dotacje sięgną ich koordynatorzy, ale z efektów p...
Pro
Czy szarej strefie i temu nielegalnemu transgranicznemu hazardowi sprzyja monopol państwa?
Generalnie jestem zwolennikiem wolnego rynku. Ale w pewnych sektorach powinny być ograniczenia. Przecież hazard wiąże się z ryzykiem uzależnienia i wywołuje bardzo niekorzystne zjawiska społeczne. Obawiam się, że uwolnienie tego zbyt szeroko może mieć negatywne skutki. Byłbym za kontrolą państwa ze względu na specyfikę tego rynku.
Koncesje?
Być może. Ale wtedy musiałaby działać bardzo dokładna kontrola, komu i na jakich zasadach taką koncesję przyznajemy. Łącznie z analizą efektów ekonomiczno-społecznych i zapobieganiem promocji hazardu. Koncesje są pewnym pomysłem, ale trzeba bardzo dokładnie określić zasady gry.
A jak ograniczać szarą strefę w innych, już mniej specyficznych sektorach?
Przede wszystkim należy pamiętać, że nawet w tych sektorach z dużą szarą strefą są osoby, przedsiębiorcy, firmy, które do szarej strefy nie wchodzą. Obawiają się konsekwencji albo mają określone zasady etyczne w prowadzeniu biznesu. Takich przypadków w Polsce wcale nie jest mało.
Natomiast jeżeli chodzi o ograniczanie szarej strefy, to mamy trzy ścieżki. Po pierwsze penalizacja. Karzemy tych, którzy robią coś niezgodnego z prawem, unikają opodatkowania, oszukują, produkują coś nielegalnie, działają niby legalnie, ale nie wystawiają faktur i tak dalej. Drugi element to kwestia edukacyjna. Zadawanie pytania: „Dlaczego działasz w szarej strefie?”. Przecież możesz działać legalnie. Przecież to często kwestia źle pojętego wyścigu z państwem, jakiejś adrenaliny. Trzeba uświadamiać, że to się kompletnie nie opłaca.
Czytaj więcej:
Cyberpoligony są odpowiedzią na rosnące zagrożenia cyfrowe. Na czym polega ten biznes? – Cyberpoligony są do podnoszenia praktycznych umiejętności...
Pro
Piękne, ale czy skuteczne?
Dlatego jestem zwolennikiem trzeciej ścieżki. Najtrudniejszej, wymagającej dużego wysiłku ze strony państwa. Otóż przedsiębiorcy najczęściej uciekają w szarą strefę nie z powodu jakichś nadzwyczajnych zysków. W większości przypadków mogliby porównywalnie zarabiać najzupełniej legalnie. Oni uciekają przed aparatem potencjalnej represji. Państwo, system skarbowy, urząd skarbowy to dla nich nie partner, lecz źródło ewentualnych kłopotów. Proszę zauważyć, że część firm przenosi się nie do szarej strefy, lecz do bardziej przyjaznych systemów skarbowych za granicą. Tam, gdzie w urzędzie skarbowym wytłumaczą mu, jakie są podatki, jakie są możliwości płacenia tych podatków, jakie są właściwe interpretacje, podstawy opodatkowania i tak dalej. I to wszystko będzie w sposób stosunkowo prosty działało. Wówczas przedsiębiorcy nie będzie się opłacało nawet myśleć o szarej strefie. A przecież państwo ma coraz doskonalsze narzędzia, żeby wychwytywać nieprawidłowość – JPK czy KSEF nie wzięły się znikąd.
Jestem zwolennikiem dokładnego zbadania sytuacji, co trzeba zrobić, żeby osoby, które działają w szarej strefie spokojnie przeszły do legalnego biznesu. I zrobić to. A wówczas szara strefa spadnie do najniższego możliwego poziomu w Polsce.
Czyli jakiego?
Poniżej 10 proc. Zawsze trochę jej zostanie, z różnych względów – między 4 a 6 proc.