– Poza korzyściami dotyczącymi organizacji czasu pracy firma może oszczędzić na składkach i odpisach, które odpadną, gdy zatrudni pracowników na część etatu. Mam tu na myśli odpisy na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, bo tam składka jest płacona w przeliczeniu na pełne etaty – mówi adwokat Bartłomiej Raczkowski z kancelarii Raczkowski i Wspólnicy.
Bez Funduszu Pracy
Pracodawcy, którzy w wyniku zatrudniania na część etatu zredukowali pensje do poziomu nieprzekraczającego minimalnego wynagrodzenia, nie muszą płacić składek na Fundusz Pracy.
To, co jest korzystne dla firmy, może się odbić negatywnie na sytuacji osób pracujących na część etatu. Szczególne gdy stracą zatrudnienie, a ich zarobki są na granicy płacy minimalnej. Zgodnie z art. 71 ustawy z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy prawo do zasiłku przysługuje bezrobotnemu, jeżeli w ciągu 18 miesięcy poprzedzających dzień zarejestrowania łącznie przez co najmniej 365 dni był zatrudniony i osiągał wynagrodzenie w kwocie co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę, od którego istnieje obowiązek opłacania składki na Fundusz Pracy.
– Narzucanie pracy na część etatu powodującej niemożność uzyskania świadczeń dla bezrobotnych jest dramatem. Mam dziesiątki sygnałów z mojego okręgu wyborczego. Ludzie ci, mimo że pracują nie z własnego wyboru na część etatu, gdy tracą pracę, nie mają nawet prawa do zasiłku dla bezrobotnych. To niesprawiedliwe i trzeba coś z tym zrobić. Wystąpiłem z interpelacją w tej sprawie do ministra pracy – mówi poseł PSL Mieczysław Łuczak.