Fundacja rodzinna miała być odpowiedzią na jedno z największych wyzwań dojrzewającej polskiej gospodarki – sukcesję w firmach budowanych od początku transformacji ustrojowej. Dziś, niespełna trzy lata po wejściu w życie ustawy, sama staje się przedmiotem coraz ostrzejszego sporu. Wokół tej instytucji narastają polityczne emocje, pojawiają się zarzuty o nadużycia podatkowe, a rząd zapowiada przegląd przepisów.

Uczestnicy debaty poświęconej przyszłości fundacji rodzinnych przekonywali jednak zgodnie: korekty są potrzebne, lecz podważanie całej konstrukcji byłoby błędem, który może osłabić polską przedsiębiorczość i utrudnić budowę rodzimego kapitału.

Fundacja rodzinna miała być odpowiedzią na jedno z największych wyzwań dojrzewającej polskiej gospodarki – sukcesję w firmach budowanych od początku transformacji ustrojowej. Dziś, niespełna trzy lata po wejściu w życie ustawy, sama staje się przedmiotem coraz ostrzejszego sporu. Wokół tej instytucji narastają polityczne emocje, pojawiają się zarzuty o nadużycia podatkowe, a rząd zapowiada przegląd przepisów.

Uczestnicy debaty poświęconej przyszłości fundacji rodzinnych przekonywali jednak zgodnie: korekty są potrzebne, lecz podważanie całej konstrukcji byłoby błędem, który może osłabić polską przedsiębiorczość i utrudnić budowę rodzimego kapitału.

Fundacje rodzinne. Między sukcesją a politycznym sporem

Punktem wyjścia do dyskusji stały się narastające zarzuty polityczne wobec fundacji rodzinnych. Prowadząca debatę Ewa Szadkowska, zastępczyni redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” i szefowa działu Prawo, przywołała publiczne wypowiedzi przedstawicieli obozu rządzącego, według których fundacja rodzinna ma być „rajem podatkowym dla najbogatszych” i narzędziem do ukrywania majątków.

W odpowiedzi Marian Popinigis, anioł biznesu i wieloletni przedsiębiorca, nie krył, że tego typu narracje mają niewiele wspólnego z rzeczywistością gospodarczą. – „Instytucja która została stworzona po to, żeby w Polsce było lepiej, jest dziś atakowana w taki populistyczny sposób” – podkreślał. – „Fundacja rodzinna powstała, by zapewnić kontynuację tego, co przedsiębiorcy budowali przez lata, by dorobek całego życia mógł służyć kolejnym pokoleniom i polskiemu społeczeństwu”.

Henryk Orfinger, współtwórca marki Dr Irena Eris, sięgnął po historyczny kontekst. – Polska ma trzydzieści sześć lat wolnego rynku. W tym czasie budowały się majątki, firmy, marki, rosły przedsiębiorstwa. I przyszedł moment, kiedy coś z tymi firmami musi się stać. Albo powiemy: niech dzieje się cokolwiek, zostawmy dzieciom w spadku, rozproszy się własność, majątek się rozdzieli, część firm zniknie. Albo stworzymy regulację, która pozwoli wiele pokoleń trzymać ten kapitał w jednym ręku. Brakowało nam tej ustawy – mówił.

Mec. Beata Krzyżagórska-Żurek, adwokat i partner zarządzająca w kancelarii Krzyżagórska Łoboda, podkreśliła również funkcję, którą fundacja pełni na poziomie makroekonomicznym, a która umyka w politycznym hałasie. – Fundacja nie tylko integruje majątek w obrębie rodziny. Ona realizuje retencję tego majątku na poziomie kraju. I to jest cel polityki gospodarczej państwa, który nie jest dostrzegany. Jeżeli tych narzędzi nie ma, kapitał ucieka tam, gdzie go traktują lepiej. Wielka Brytania popełniła ten błąd. My nie powinniśmy iść tą drogą – mówiła.

Henryk Orfinger, współtwórca marki Dr Irena Eris, który sam przez lata zabiegał o wprowadzenie fundacji rodzinnej do polskiego prawa, z niepokojem patrzy na dużą liczbę fundacji zakładanych w celach, które nie mają nic wspólnego z sukcesją – a to miał być główny cel tej regulacji. I właściwe uregulowanie tego problemu nie wpłynie na odpływ kapitału do innych krajów, a wzmocni fundacje rodzinne o celach sukcesyjnych  – stwierdził.

Marian Popingis zwrócił uwagę na konkretny błąd legislacyjny, który fundacji zaszkodził wizerunkowo. – Zdarzały się przypadki osób, które zakładały fundacje i dosłownie dwa tygodnie później robiły exit ze swojej firmy, płacąc minimalny podatek albo nie płacąc go wcale. To oczywiście wyglądało skandalicznie. Ale to błąd ustawodawcy, który nie przewidział wymogu karencji – nie można więc winić za to całej instytucji. Nikt tego nie przeanalizował na etapie tworzenia przepisów, a doradcy podatkowi zorientowali się błyskawicznie – ocenił.

Czytaj więcej

Sukcesja bez mitów. Jak firmy rodzinne mogą przetrwać pokolenia

Sejf czy inwestor?

Pytanie prowadzącej o model fundacji – sejf czy aktywny zarządca majątku? – otworzyło najżywszy spór całej debaty. Henryk Orfinger zajął twarde stanowisko. – Uważam, że fundacja nie powinna prowadzić działalności gospodarczej. Czterdzieści dwa lata prowadzę firmę i wiem, co oznacza prowadzić przedsiębiorstwo i jakie ryzyka z tym się wiążą. Działalność gospodarcza zawsze jest obarczona ryzykiem i zawsze jest pod okiem fiskusa. W fundacji chcę bezpiecznie inwestować kapitał, ale nie budować ryzyk, które moje kolejne pokolenia mogą odczuć – argumentował.

Z tym stanowiskiem nie było pełnej zgody, choć podkreślono, że wiele zależy od sposobu definiowania problemu. – Ja myślę o fundacji jak o holdingu. Taka instytucja, która pozwala zarządzać majątkiem i w zależności od oceny sytuacji rynkowej alokować go w różne aktywa. Dla mnie jednym z naturalnych kierunków są inwestycje w startupy działające w perspektywicznych branżach. To nie jest kaprys, ale odpowiedzialne budowanie portfela i wspieranie polskich innowacji. I zastanawiam się: czy taka aktywność mieści się w pojęciu działalności gospodarczej? Musimy to rozstrzygnąć – mówił Marian Popinigis.

Doktor Dorota Wieczorkowska wskazała na nieuchronną ewolucję składu aktywów fundacji w czasie. – Jeżeli przedsiębiorstwa prosperują, generują przepływy zysku, które warto akumulować. Z biegiem lat w fundacji gromadzi się majątek płynny – z dywidend, ze sprzedaży spółek. I najgłupsze, co można by zrobić, to traktować ją jak sejf, do którego pieniądze wpadają i nic się nie dzieje. Te środki powinny pracować – inwestowane w różne klasy aktywów, zgodnie z polityką inwestycyjną, którą rodzina sama sobie wypracowuje. To jest właśnie dodana wartość tej instytucji – podkreślała.

Zaproponowała też inne podejście do problemu definicyjnego. – W ustawie o funduszach inwestycyjnych nie ma mowy o tym, że fundusz prowadzi działalność gospodarczą. Jest za to wylistowane, co fundusz może i czego nie może: na przykład nabywanie i zbywanie papierów wartościowych. Ten przepis nie referuje, że to jest działalność gospodarcza. Taki model powinniśmy przyjąć dla fundacji rodzinnej – wskazała.

Debatę o modelu fundacji mecenas Krzyżagórska-Żurek spuentowała diagnozą, która tłumaczy, dlaczego spór trwa od trzech lat. – Problem tkwi w tym, że na etapie tworzenia ustawy nie rozstrzygnięto jednoznacznie, w jakim modelu fundacja ma działać. Gdzieś po drodze ktoś się wahał między holdingiem pasywnym a czymś bardziej aktywnym i zamiast wyboru mamy hybrydę. A w tej hybrydzie ukryty zysk i sankcyjne opodatkowanie usług zarządczych, które zaburzyły całą logikę systemu. Efekt: nie wiadomo, czy realizuję funkcje holdingowe, czy już prowadzę działalność gospodarczą z 25-proc. stawką.

Podjęto też próbę syntezy, wskazując na istotę problemu. – To, co pan prezes Popinigis nazywa działalnością holdingową, na gruncie ustawy o fundacji rodzinnej zostało wciśnięte w ramy działalności gospodarczej. I teraz: czy wytyczanie kierunków strategicznego rozwoju, polityka fiskalna dla całej grupy, polityka personalna – mieści się w pojęciu przystępowania do spółek handlowych? Jeśli tak – jest dozwolone. Jeśli to jest zarządzanie – mamy 25-proc. stawkę sankcyjną. To fundamentalna szara strefa, którą ustawa pozostawia bez odpowiedzi – mówiła mecenas Krzyżagórska-Żurek.

Na marginesie sporu o definicje Marian Popinigis podniósł kwestię, która dotyczy przyszłości polskiej innowacyjności. – W Polsce nie ma adekwatnego kapitału do finansowania startupów. Nie ma jeszcze dość zamożnych ludzi, którzy byliby skłonni inwestować kilkadziesiąt milionów złotych w innowacyjne przedsięwzięcia, o bardzo dużym ryzyku, które, jeśli jednak wyjdą, to mogą budować konkurencyjność Polski na arenie międzynarodowej. To jest bardzo ważne dla gospodarki. Fundacje rodzinne mogłyby tę lukę wypełnić. I zastanawiam się, czy dla inwestycji w wysokie technologie nie powinna być specjalna ulga podatkowa – mówił.

Prawo kontra praktyka

Przywołano konkretną opinię zabezpieczającą Szefa KAS z 16 kwietnia 2025 roku, w której zaakceptował on zastąpienie spółki holdingowej fundacją rodzinną wykonującą te same funkcje wobec spółek portfelowych. – Mamy wielogłos: jedna agenda rządu dopuszcza fundację jako holding, a inna grozi sankcjami za realizację tych samych czynności zarządczych – wskazała mecenas Krzyżagórska-Żurek, podkreślając, że opinia zabezpieczająca Szefa KAS – w odróżnieniu od interpretacji indywidualnej – nie podlega zaskarżeniu do sądu, co czyni niespójność praktyki tym bardziej dotkliwą dla fundatorów.

Doktor Wieczorkowska opisała własne doświadczenie: jej fundacja wystąpiła do KIS o interpretację w sprawie instrumentów pochodnych opartych o waluty i otrzymała odmowę – nie ze względów merytorycznych, lecz dlatego, że organ z góry, w sposób arbitralny, uznał działalność fundacji za fikcyjną. Henryk Orfinger dostrzegł w tym szerszy problem: – Marzy mi się, żeby prawo było proste. KAS wydaje interpretacje, sąd je zmienia. Tak nie powinno być.

Czytaj więcej:

Nawigator prawny Poradnik Fakty kontra mit trzeciego pokolenia. Trzeba na nowo spojrzeć na trwałość firm rodzinnych

Pro

Rejestr, banki i dane czteroletnich wnuków

W trakcie debaty pojawiła się kwestia, która dla fundatorów ma wymiar bardzo osobisty: jawność rejestru i ochrona danych beneficjentów. Henryk Orfinger mówił bezpośrednio. – Mam dzieci i wnuki w różnym wieku. Wszyscy są beneficjentami. Dostęp do danych o nich powinien być na tyle trudny, żeby niepowołane osoby nie widziały, co jest w rejestrze. Nie dlatego, że mamy coś do ukrycia. Po prostu to są prywatne dane naszej rodziny – tłumaczył.

Padła także propozycja rozwiązania inspirowanego systemami anglosaskimi. – W krajach anglosaskich trusty w ogóle nie figurują w publicznych rejestrach. Mimo to osoby sprawujące funkcje publiczne dzielą się ze społeczeństwem odpowiednim pakietem informacji, bo obowiązują je osobne przepisy. Da się to zrobić inaczej – nie obarczając wszystkich fundacji rodzinnych pełną jawnością prywatnych majątków rodzinnych – wskazała doktor Wieczorkowska.

Henryk Orfinger zwrócił uwagę na praktyczne problemy z funkcjonowaniem samego rejestru. – Dwukrotnie zmienialiśmy statut fundacji i za każdym razem składamy wniosek i czekamy. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada elektronizację dostępu do rejestru – ale nam nie chodzi o szybszą elektronikę dla wszystkich. Chodzi o to, żeby dostęp miały organy, które mają legitymowany interes, a nie każdy, kto zechce zajrzeć w życie naszych rodzin – mówił.

W odpowiedzi mecenas Krzyżagórska-Żurek wskazała na orzecznictwo unijne. – W 2022 r. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że obowiązek ujawniania beneficjentów rzeczywistych w strukturach powierniczych jest nadmiarowy w świetle dyrektywy AML. Wiele jurysdykcji zmieniło swoje przepisy po tym wyroku. To jest jeden z konkretnych postulatów do przeglądu ustawy – zmiana polskich przepisów w tym zakresie.

Osobną bolączką okazały się banki. Henryk Orfinger opisał rozbieżności między instytucjami. – Jedne banki żądają podania wszystkich beneficjentów, łącznie z czterolatką i jej opiekunami prawnymi. Inne zgadzają się, że wystarczy podać fundatorów. Jeden bank prosi o wszystko, inny – o minimum. Brak ujednolicenia sprawia, że dane członków naszych rodzin krążą po coraz większej liczbie baz danych – alarmował. Zauważono, że niespójność ta nie wynika z winy samych instytucji finansowych – po prostu nie ma jasnych standardów i każda instytucja działa na własnych zasadach. To luka regulacyjna, którą można wypełnić bez zmiany ustawy.

Korekta zamiast rewolucji

Choć uczestnicy debaty różnili się w szczegółach, wszyscy zgodzili się co do jednej sekwencji: najpierw odpowiedź na pytanie o model, potem o opodatkowanie. – Opodatkowanie jest pochodną modelu, a nie odwrotnie – powtarzała mecenas Krzyżagórska-Żurek. – Jeżeli wiemy, że fundacja ma być holdingiem pasywnym, to od razu wiadomo, że dywidenda wpływająca do fundacji jest zwolniona, bo tak wygląda reguła nowożytnego pojedynczego opodatkowania biznesu w każdej cywilizowanej jurysdykcji. Nie można ekonomicznie opodatkowywać tych samych pieniędzy wielokrotnie – tłumaczyła.

Uczestnicy debaty zgodzili się, że trzyletni przegląd ustawy jest potrzebny, ale przestrzegali przed pochopnymi zmianami. Precyzyjnie sformułowała to mecenas Krzyżagórska-Żurek. – Pytanie nie brzmi: czy zmieniać? Tylko jak i kiedy. Państwo umawiało się z obywatelami na ocenę funkcjonowania ustawy po trzech latach. Zmienianie reguł wcześniej podważa zaufanie tych, którzy działali w dobrej wierze. Ale skoro te trzy lata minęły – czas na rzetelną, systemową odpowiedź na pytanie: jaką fundację chcemy mieć? I to powinno być pytanie pierwsze, a nie opodatkowanie.

Wskazała też konkretny model, od którego należy zacząć. – Przede wszystkim trzeba dookreślić dozwolony zakres działalności. Wzorem może być ustawa o funduszach inwestycyjnych: nie ma tam mowy o działalności gospodarczej, jest za to precyzyjna lista tego, co fundusz może robić. Taką listę powinniśmy mieć też dla fundacji. Eliminuje to szarą strefę i pozwala fundatorom planować z wyprzedzeniem – zamiast pytać prawnika przed każdą transakcją.

Tymczasem Marian Popinigis zaproponował rozwiązanie prostsze koncepcyjnie. – Chciałbym, żeby w ustawie znalazły się jasne zapisy, które określą, jak zajmować się majątkiem, który zbudowaliśmy. Idea jest jasna. Jak to precyzyjnie zapisać w przepisach – potrzebujemy do tego prawników.

Przypomniano również wątek obecny w pracach legislacyjnych, który ostatecznie nie doczekał się rozstrzygnięcia – chodzi o możliwość powrotu kapitału z zagranicznych struktur powierniczych do polskiej fundacji rodzinnej. – To było rozważane, ale zabrakło woli politycznej. Tymczasem są rodziny, które chętnie wróciłyby do polskich struktur. Polska powinna stworzyć warunki do tego transferu. Tylko że każde państwo, w którym te majątki się teraz znajdują, dba o swój kapitał. Malta, Luksemburg, Liechtenstein nie oddadzą go bez walki. To skomplikowany problem wielojurysdykcyjny – przyznała mecenas Krzyżagórska-Żurek

Wśród propozycji zmian pojawił się także postulat wprowadzenia okresu karencji dla transakcji dotyczących aktywów wniesionych do fundacji. Henryk Orfinger przekonywał: – Myślę że większość nieprawidłowości, które fundacji zepsuły wizerunek, opiera się na tym, że ludzie zakładali fundacje i dwa tygodnie później realizowali exit ze swojej firmy bez podatku. Wystarczy kilkuletni okres karencji na sprzedaż aktywów wniesionych do fundacji. To zamknęłoby tę furtkę.

Mecenas Krzyżagórska-Żurek przytoczyła dane, które jej zdaniem powinny być memento dla ustawodawcy. – Oxford Economics zbadało skutki likwidacji przez Wielką Brytanię statusu non-dom. Przy pesymistycznym scenariuszu, zakładającym odpływ około jednej trzeciej populacji non-domów, fiskalny efekt netto okazał się ujemny: zamiast planowanego zysku trzech miliardów funtów rocznie – realna strata. Centre for Economics and Business Research dla ostrożniejszego scenariusza: odpływu co czwartego non-doma, samą lukę podatkową oszacował na 4,6 miliarda funtów. Włochy oferują rezydencję podatkową za dwieście tysięcy euro, Cypr i Malta mają własne programy. Kapitał jest mobilny. Nie wylewa się dziecka z kąpielą przez populistyczne decyzje – apelowała.

Debatę zamknął Marian Popinigis z dozą realizmu politycznego. – Spodziewam się scenariusza, w którym rząd, myśląc o potencjalnym weto prezydenta,  nie zdecyduje się na żadne zmiany. I być może to nie jest najgorsze wyjście. Przy takim scenariuszu lepiej, aby przepisy pozostały w obecnym kształcie, niż żeby wprowadzać przed wyborami nieprzemyślane zapisy, które przyniosłyby jeszcze więcej chaosu. Skoro mamy coś zmieniać – zróbmy to porządnie. Spędźmy nad tym odpowiednią ilość czasu i popracujmy merytorycznie.

Czytaj więcej:

Nawigator prawny Poradnik Fundacja rodzinna jako holding pasywny. Trzy decyzje, których nie można odłożyć

Pro

Przyszłość pod znakiem zapytania

Największe obawy przedsiębiorców nie dotyczą więc jednak samych zmian, lecz ich potencjalnej skali i tempa. Uczestnicy debaty zwracali uwagę, że decyzje o utworzeniu fundacji były podejmowane w oparciu o konkretne regulacje i deklaracje państwa.

W tym kontekście – jak podsumowała Ewa Szadkowska – kluczowe staje się nie tyle pytanie o konieczność zmian, ile o sposób ich przeprowadzenia. Zbyt gwałtowna ingerencja mogłaby podważyć zaufanie do stabilności prawa, które jest fundamentem długoterminowych decyzji inwestycyjnych.

W opinii uczestników przyszłość fundacji rodzinnych zależy dziś od wyważenia dwóch celów: uszczelnienia systemu i zachowania jego przewidywalności. Od tego, jak zostanie rozwiązana ta sprzeczność, zależy nie tylko los samej instytucji, ale także sposób, w jaki polski kapitał będzie rozwijany i przekazywany w kolejnych dekadach.