Jak zapewnić firmie rodzinnej długowieczność? Dlaczego jedne upadają, a inne trwają przez pokolenia? Na te pytania odpowiem w nowym, trzyczęściowym cyklu. W tym artykule (pierwszym z serii) zmierzę się z najbardziej szkodliwym mitem, jaki narósł wokół firm rodzinnych, i postaram się obalić „klątwę trzeciego pokolenia” (mit 3G). W drugim tekście skupię się na tym, co uważam za klucz do ich przetrwania: na konieczności uporządkowania trzech fundamentalnych przestrzeni: właścicielskiej, zarządczej i przestrzeni samej rodziny. Trzecią część poświęcę w całości wyzwaniom i strategiom skutecznej sukcesji.
Reguła „30–13–3”
Wokół firm rodzinnych narosło wiele mitów. Najpopularniejszy z nich, powtarzany w dziesiątkach kultur i języków, wieszczy nieuchronny upadek biznesu w trzecim pokoleniu. „Shirtsleeves to shirtsleeves in three generations”, czy ich odpowiedniki w wielu innych językach („Dalle stalle alle stelle alle stalle”), niosą ten sam, fatalistyczny komunikat. Opowiadają historię, w której pierwsze pokolenie w trudzie buduje majątek rodzinny, drugie je konsoliduje i utrzymuje, a trzecie (3G), wychowane w luksusie i pozbawione ducha przedsiębiorczości swoich przodków, bezpowrotnie je trwoni. Nic bardziej mylnego. Prawdziwe zagrożenie nie leży w pokoleniowym fatum, lecz w zaniechaniu odpowiedzi na fundamentalne pytania i w zaniedbaniu budowy solidnych fundamentów rodziny i jej aktywów.
U źródeł każdej legendy leży ziarno prawdy, które z czasem zostaje zniekształcone i uogólnione. W przypadku mitu o upadku firm rodzinnych tym ziarnem jest powszechnie cytowana statystyka, często określana jako reguła „30–13–3”. Mówi ona, że zaledwie 30 proc. firm rodzinnych przetrwa do drugiego pokolenia, 13 proc. do trzeciego, a tylko 3 proc. dotrwa do czwartego pokolenia i dalej. Te liczby, powtarzane bezrefleksyjnie na konferencjach, w artykułach i podczas spotkań doradczych, stały się niemal dogmatem, malując ponury obraz nieuchronnej porażki. Aby jednak zrozumieć ich prawdziwe znaczenie, należy cofnąć się do źródła.
Dane te przypisywane są przełomowemu i wciąż (jak się okazuje) wpływowemu badaniu przeprowadzonemu przez Johna Warda, którego wyniki opublikowano w pracy z 1987 roku, pt. „Keeping the Family Business Healthy”. Badanie to analizowało losy zaledwie 200 firm produkcyjnych z jednego regionu Stanów Zjednoczonych – stanu Illinois – w bardzo specyficznym okresie historycznym, to jest w latach 1924–1984. Była to pierwsza tak poważna próba ilościowego określenia wskaźników sukcesu w międzypokoleniowej sukcesji i jako taka zasługuje na uznanie. Jednak jej bezkrytyczne stosowanie do wszystkich firm rodzinnych, we wszystkich branżach i na całym świecie, jest fundamentalnym błędem metodycznym. Staranna analiza badania Warda ujawnia trzy kluczowe okoliczności, które podważają jego uniwersalność.
Zaniechanie właścicieli, a nie mityczne prawo natury
Po pierwsze, próba badawcza Warda była specyficzna. Składała się z firm produkcyjnych z jednego zaledwie stanu – Illinois, które musiały przetrwać jeden z najtrudniejszych okresów w historii gospodarczej – wielki kryzys lat 30. XX wieku, a następnie II wojnę światową i powojenną transformację, która w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia doprowadziła do upadku wielu amerykańskich firm.