Jeszcze stosunkowo niedawno pytanie, czy skierować sprawę do sądu, miało w praktyce prawniczej odpowiedź jednoznaczną. Jeśli strony nie były w stanie porozumieć się co do rozwiązania sporu, naturalnym krokiem było wniesienie pozwu i oczekiwanie na rozstrzygnięcie niezawisłego sądu. Taki model funkcjonowania obywateli wydawał się oczywisty.
Dziś jednak coraz częściej pojawia się inne, bardziej fundamentalne pytanie: czy proces sądowy rzeczywiście jest jeszcze najbardziej optymalnym sposobem rozwiązywania sporów cywilnych?
Nie chodzi przy tym wyłącznie o problem przewlekłości postępowań, który od lat pozostaje jednym z najbardziej widocznych mankamentów polskiego wymiaru sprawiedliwości. Problem jest znacznie głębszy. Dotyczy bowiem jednocześnie organizacji sądownictwa, stabilności orzecznictwa, ekonomii procesu oraz rosnącej krytyki społecznej wobec niepewności rozstrzygnięć sądowych.
W efekcie coraz więcej osób zaczyna traktować proces sądowy jako rozwiązanie ostateczne, którego – o ile to możliwe – należy unikać, a nie jako naturalny mechanizm ochrony praw. W medycynie wykształciło się pojęcie „zapobiegać, a nie leczyć”. Podobnie – do sporów sądowych nie należy dopuszczać.
Wysokie ryzyko
Proces cywilny coraz częściej przypomina przedsięwzięcie o niepewnym wyniku i znaczących kosztach.