Bez szynki na śniadanie
Samą kampanię poprzedziły przygotowania krajowe. Skoro bowiem ma przyjechać więcej obcokrajowców, trzeba wiedzieć, jak ich przyjąć. POT przeprowadził cykl szkoleń dla touroperatorów, hotelarzy, restauratorów, pilotów, przewodników i samorządowców odpowiedzialnych za lokalną promocję turystyczną.
Goście z Azji nie są łatwymi turystami, różnice kulturowe są ogromne. Nawet mając najlepsze intencje, łatwo można ich urazić lub odstraszyć. Ot, choćby kwestia śniadania. Polski restaurator zastawi stół wędlinami, serami, dżemami... – I zrobi głupstwo. O wiele lepiej podać ciepłą zupę i pierogi, zawsze bezpieczny jest też ryż i makaron – wyjaśnia Radosław Pyffel, szef Centrum Studiów Polska-Azja, jeden z ekspertów szkolących przedstawicieli branży turystycznej.
Program zwiedzania? Żadne tam plaże i opalanie. W Chinach i Japonii opalona skóra przystoi jedynie wieśniakom. Stąd parasolki przeciwsłoneczne, a ostatnio maski na twarze u chińskich turystów nad morzem.
Ani Chińczycy, ani Hindusi nie są też skłonni wędrować po górach, pływać kajakiem czy jeździć na rowerze. O wiele lepiej przewieźć gości autokarem od zabytku do zabytku, pozwolić im się sfotografować na ich tle, a potem zawieźć do jak największego centrum handlowego na zakupy. Chińczycy szczególnie uwielbiają markowe rzeczy, których kupują mnóstwo dla siebie, rodziny i znajomych. Z kolei dla Japończyków podróż bez walizki przywiezionych pamiątek się nie liczy.
Czy to się opłaci? POT przewiduje, że w 2014 roku odwiedzi nas 109 tysięcy turystów z Dalekiego Wschodu. O 24 tysiące więcej niż w 2011 roku. Wystarczy, że każdy zostawi 600 dolarów, czyli połowę tego, co przeciętny Chińczyk w Europie Zachodniej, a zarobimy na dodatkowych gościach 31 milionów złotych. A to dopiero ma być początek.
Zwiedzają i kupują
Chińscy turyści wydali w 2012 roku na podróże zagraniczne 102 mld dolarów. Jest to suma pięciokrotnie wyższa niż w 2005 roku i o 40 procent wyższa niż w roku 2011. Dzięki takim wynikom Chiny stały się krajem najwięcej wydającym na turystykę międzynarodową na świecie. Chociaż w 2005 roku klasyfikowane były dopiero na siódmym miejscu, z roku na rok wyprzedzały pod tym względem kraje takie jak Włochy, Japonia, Francja czy Wielka Brytania, a w ostatnim roku wyprzedziły byłych światowych potentatów, tj. Stany Zjednoczone i Niemcy. Chińczycy mają największy, bo 20-procentowy, udział w światowym rynku zakupów tax free, a ubiegłoroczny wzrost obrotów wyniósł w ich przypadku 57 procent. Co więcej, zakupy stanowią kluczowy element każdego wyjazdu (dla 88 procent wyjeżdżających Chińczyków). Zamożni turyści z Państwa Środka przyjeżdżają często z gotową listą zakupów i nabywają towary (głównie odzież, zegarki, biżuterię) dla swoich bliskich. Tylko podczas tzw. złotego tygodnia w listopadzie 2011 roku Chińczycy wydali na zakupy za granicą równowartość 8 mld euro, z czego połowę w Europie. Szacuje się, że przeciętne wydatki na dobra luksusowe najzamożniejszych Chińczyków wynoszą w Europie nawet 18 500 dolarów na jedną podróż.