Wszystkiemu są winne nieprecyzyjne przepisy ustawy o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych (zfśs). Sprzyja to ich dowolnemu interpretowaniu zależnie od potrzeb. Pracodawcy próbują podciągnąć pod działalność socjalną również te świadczenia, które w żadnym wypadku nie powinny być finansowane z tego funduszu. Z kolei ZUS podchodzi do podziału tych środków bardzo radykalnie, wskazując na niezgodność z zasadami, których w ustawie o zfśs próżno szukać.
Wolnoamerykanka
Kontrola ZUS dotycząca administrowania środkami funduszu, a dokładniej – prawa do ich zwolnienia od składek – rządzi się swoimi prawami. Procedura ta sama, ale specyficzne jest to, że wynik postępowania w dużej mierze zależy od inspektora, który je prowadzi. Jedni uwzględniają aktualne orzecznictwo i interpretacje ZUS, inni albo o nich nie mają pojęcia, albo się do nich nie stosują. Co więcej, jeśli kontroler chce, zawsze znajdzie powód do postawienia zarzutów złego administrowania tymi środkami.
A zarzuty padają bardzo różne. Najczęściej chodzi o podział środków socjalnych – że danego świadczenia nie przewiduje regulamin socjalny albo że pracodawca przyznał je po równo dla wszystkich, nie sprawdzając sytuacji życiowej, rodzinnej lub materialnej. A jeśli ją zbadał, to że zrobił to źle, bo uwzględnił tylko dochód pracownika, nie żądając informacji o zarobkach członków jego rodziny. Przypomina to powiedzenie z czasów PRL „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie".
Nierówny pojedynek
Niestety, w tej batalii pracodawca jest na straconej pozycji. Pozostaje mu przelać swoje argumenty do protokołu z kontroli i liczyć na zmianę zdania ZUS. Jeśli na tym etapie nic nie wskóra, później jest jeszcze gorzej. Skala tego „gorzej" zależy od liczby wypłat zakwestionowanych przez organ i dalszych decyzji płatnika.
Jeśli nie decyduje się na dalszą polemikę z ZUS, musi złożyć korekty rozliczeń i dopłacić składki od wartości zakwestionowanych wypłat z odsetkami. Im było ich więcej i za dłuższy okres, tym więcej papierkowej pracy do wykonania i kosztów do poniesienia. Wystarczy, że w firmie pracuje 21 osób, a każda z nich otrzymała w roku jedno świadczenie, które zanegował ZUS, aby pracodawca popadł w tarapaty. A co dopiero w sytuacji, gdy zatrudnionych jest 500 osób, a nieprawidłowości zarzucane przez ZUS trwają od kilku lat.
Wbrew pozorom korekta i dopłata to jednak najprostsze rozwiązanie. Trzeba bowiem ogromnej determinacji, aby walczyć o swoje przed sądem. Jeśli ZUS zakwestionował choćby jedno świadczenie, które otrzymało 500 pracowników, można zakopać się w formalnościach. Płatnik ma wtedy 500 decyzji, od których musi złożyć 500 odrębnych odwołań i nie może liczyć, że sąd połączy sprawy w jedno postępowanie. Ponadto mogą się one toczyć na terenie całego kraju, w sądach właściwych według miejsca zamieszkania pracowników, którzy odwołali się od decyzji.
Dla świętego spokoju
Zapewne właśnie te przeszkody powodują, że na walkę decydują się nieliczni płatnicy. Jeśli sprawa toczy się o mniejszą stawkę, łatwiej skorygować raporty i uregulować niedopłatę w składkach. A szkoda, bo może zalew spraw dotyczących funduszu socjalnego zwróciłby uwagę ustawodawcy na patologie wynikające ze stosowania nieprecyzyjnych przepisów. Tymczasem jedyną widoczną tendencją jest likwidacja zakładowych funduszy świadczeń socjalnych.
Imprezy dla wszystkich, ale ostrożnie
W ostatnim czasie ZUS zmienił podejście co do możliwości organizowania ze środków zfśs wycieczek, spotkań i wyjazdów integracyjnych. Idąc za sentencją wyroku Sądu Najwyższego z 23 października 2008 r. (II PK 74/08) przyznał, że prawa do tego rodzaju świadczeń nie trzeba różnicować w zależności od sytuacji socjalnej, życiowej czy materialnej uprawnionych. Nie są to bowiem ulgowa usługa czy świadczenie, a tylko wtedy trzeba stosować kryteria socjalne. Przykładem takiej interpretacji jest wydana 16 grudnia 2014 r. przez lubelski oddział ZUS o numerze 1335/2014 (WPI/200000/43/1335/2014).
Płatnik nie powinien jednak traktować jej jak pewnik. Interpretacja wydawana jest w sprawie indywidualnej i wiąże ZUS tylko wobec płatnika, który był wnioskodawcą. Dla własnego bezpieczeństwa warto więc wystąpić o interpretację dla siebie. Nawet jeśli kolejne decyzje ZUS będą równie korzystne, jakiś szczegół może przesądzić o odmiennej interpretacji w przypadku konkretnego płatnika.