Niewątpliwie opóźnienia w wypłacaniu wynagrodzeń stwarzają pracownikom bardzo trudną sytuację. Nie należy jednak zaostrzać odpowiedzialności pracodawców za zaleganie z pensjami.
Zdecydowana większość opóźnień to konsekwencja nieotrzymywania w terminie zapłaty od kontrahentów. Zatory płatnicze stały się przyczynkiem do bankructwa wielu firm i to z ich powodu firmy mają kłopoty z terminowym regulowaniem zobowiązań wobec pracowników.
Z drugiej strony, gdy porównamy liczbę funkcjonujących w Polsce firm do liczby przypadków niewypłacenia pensji, okazuje się, że kłopoty ma niecałe 0,3 proc. zatrudnionych na umowę o pracę na czas określony i nieokreślony. Można zatem założyć, że skala jest marginalna i najprawdopodobniej dotyczy pracowników kilku wybranych sektorów, np. budowlanego, który przeżywa teraz spore trudności.
Ponadto sytuacje, w których pracodawcy nie regulują zobowiązań względem zatrudnionych ze złej woli, zapewne się zdarzają, ale rzadko. Najczęściej przyczyną braku płatności jest właśnie zła sytuacja finansowa firmy, często niezależna bezpośrednio od samego pracodawcy. Ma bowiem związek z warunkami ekonomicznymi oraz aktualną sytuacją gospodarczą. Wyższe kary mogłyby zatem tylko przyspieszyć upadłość albo dodatkowo obciążyć przedsiębiorstwa będące już i tak w trudnej sytuacji.
Dlatego propozycja związków zawodowych, aby zaostrzyć kary, w obecnych czasach wydaje się niewystarczająco uzasadniona.