Pracownik, który dostał wypowiedzenie, powinien mieć co najmniej 14 dni, a nie siedem, jak obecnie, na złożenie sprawy do sądu. Tak krótki termin, wynikający z art. 264 § 1 kodeksu pracy, został podyktowany potrzebą szybkiego ustabilizowania sytuacji prawnej stron stosunku pracy. W rzeczywistości działa przede wszystkim na korzyść pracodawcy.
W związku z nowelą kodeksu postępowania cywilnego, która weszła w życie 3 maja 2012 r., a szczególnie zmienionym art. 207 § 6, sąd pomija spóźnione twierdzenia i dowody, chyba że strona uprawdopodobni, iż nie zgłosiła ich w pozwie, odpowiedzi na pozew lub dalszym piśmie przygotowawczym bez swojej winy lub że uwzględnienie spóźnionych twierdzeń i dowodów nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo że występują inne wyjątkowe okoliczności.
Rygor ten nie dotyczy zatem tylko strony reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika. Co gorsza, to sąd będzie oceniał, czy twierdzenia i dowody są spóźnione oraz czy wystąpiły okoliczności uzasadniające późniejsze ich uwzględnienie.
Zmiana stanu prawnego bez wątpienia pogarsza pozycję powoda, gdyż wprowadza stan niepewności co do decyzji sądu i zmusza go do podjęcia wysiłku dodatkowej argumentacji procesowej.
W praktyce oznacza to, że pracownik, decydując się na odwołanie od wypowiedzenia umowy, będzie musiał nie tylko – jak dotychczas – rozważyć swoje szanse, ale jeszcze od razu zgłosić wszystkie istotne twierdzenia, a przede wszystkim dowody.