Ostatnio z ust Jacka Męciny, wiceministra pracy i polityki społecznej, padła jedynie zapowiedź, że projekt zmian będzie gotowy po wakacjach. Co się w nim znajdzie – nie wiadomo. Ze słów ministra wynika, że do przepisów może zostać wprowadzony okres stosowania takich umów przez maksymalnie 36 miesięcy.
Rząd zwleka
Przedłużające się prace nad nowelizacją kodeksu pracy mogą jednak spowodować niemałe kłopoty dla pracodawców zatrudniających ponad 3 mln pracowników na umowach terminowych.
Mija właśnie pięć miesięcy od wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE (wyrok z 13 marca 2014 r., sygn. C?38/130), w którym unijni sędziowie zakwestionowali przepisy naszego kodeksu pracy jako dyskryminujące 3 mln pracowników zatrudnionych na czas określony. Równolegle na wniosek NSZZ „Solidarność" Komisja Europejska wszczęła postępowanie wyjaśniające, czy te same przepisy są zgodne z dyrektywą z 28 czerwca 1999 r. dotyczącą porozumienia ramowego w sprawie pracy na czas określony.
– Nasz główny zarzut dotyczył zbyt krótkich okresów wypowiedzenia przewidzianych w kodeksie dla umów o pracę na czas określony – mówi Anna Reda-Ciszewska, ekspertka NSZZ „Solidarność". – Do tej pory rząd nie przedstawił żadnej propozycji zmian.
Zbyt krótkie okresy wypowiedzenia mogą mieć szczególne znaczenie dla pracodawców działających w sferze publicznej.