Czasami nawet małe zaniedbanie może wywołać duże kłopoty. Mogą one być szczególnie kosztowne, gdy chodzi o niedopełnienie obowiązków podatkowych. Przekonał się o tym podatnik, który przegrał ostatnio przed Naczelnym Sądem Administracyjnym sprawy związane z terminem do odwołania.
W sprawach chodziło o odwołanie od decyzji orzekającej o odpowiedzialności solidarnej za zaległości podatkowe spółki powstałe w czasie pełnienia przez niego obowiązków członka zarządu.
Okazało się, że mężczyzna złożył odwołanie prawie rok po wysłaniu mu decyzji. Wnosząc o przywrócenie terminu do jego złożenia, podkreślał, że decyzja została mu doręczona pod nieaktualny adres. W związku z tym wniesienie odwołania w terminie było niemożliwe. Faktyczna i prawna możliwość wniesienia odwołania nastąpiła, jego zdaniem, dopiero gdy fiskus doręczył jego pełnomocnikowi odpis decyzji.
Mężczyzna uważał, że uchybienie terminowi było przez niego niezawinione.
Fiskus był odmiennego zdania. Zauważył, że decyzję przesłano pod adres ujawniony w Systemie Rejestracji Centralnej KEP, który stanowi kompletną, zintegrowaną w skali kraju ewidencję podatników. Przesyłka została pozostawiona na 14 dni do dyspozycji adresata w urzędzie pocztowym, o czym stosowne zawiadomienia w postaci awiza trafiło do jego skrzynki. Po bezskutecznym upływie terminu przesyłkę zwrócono nadawcy z adnotacją o niepodjęciu jej w terminie. To z kolei oznaczało, że decyzja została doręczona w trybie zastępczym. I od tego momentu zaczął biec 14-dniowy termin do złożenia odwołania.