Zanosiło się na to od dawna, ale teraz już wiadomo: od przyszłego roku kolejne grupy przedsiębiorców będą miały obowiązek używania kas fiskalnych, i to niezależnie od tego, jaki obrót osiągną. Tym razem obowiązek instalacji tych urządzeń ma być nałożony na warsztaty samochodowe, lekarzy, prawników, doradców podatkowych, fryzjerów i kosmetyczki. Kasy będą musiały się pojawić także w restauracjach i barach, bo z listy zwolnień wykreślono usługi gastronomiczne.
Zniesione ma być też zwolnienie dla przedsiębiorców świadczących różne usługi dla ludności w małym zakresie (do 50 wykonanych usług dla nie więcej niż 20 osób rocznie). Ministerstwo Finansów tłumaczy, że te zmiany są potrzebne, by m.in. ukrócić praktykę ukrywania rzeczywistych obrotów w sprzedaży dla osób fizycznych nieprowadzących biznesu.
Mniej szarej strefy, ?ale wpływy niewielkie
Ministerstwo nie spodziewa się znaczącego wzrostu wpływu dochodów do budżetu w wyniku rozszerzenia obowiązku używania kas. Choć będzie musiało to zrobić około 70 tys. przedsiębiorców, to w roku wprowadzenia tego obowiązku wpływy mają wzrosnąć zaledwie o 66 mln zł, w kolejnym o 125 mln zł, a w kolejnych latach skutki mają być zerowe.
Choć nowy obowiązek oznacza w praktyce silniejszą obserwację podatników przez fiskusa, to pytani przez „Rz" eksperci raczej pozytywnie oceniają pomysł MF.
– Skoro i tak liczne grupy przedsiębiorców muszą instalować kasy, to trudno się dziwić, że tym obowiązkiem będą objęci także prawnicy czy doradcy podatkowi. Kto jak kto, ale my powinniśmy być poza podejrzeniami o oszustwa – zauważa Magdalena Kucharska, doradca podatkowy w kancelarii Kamiński i Wspólnicy.