Posługiwanie się samymi terminami loco lub franco w handlu międzynarodowym może doprowadzić do nieporozumień, gdy okaże się, że strony nieco inaczej je interpretują. Wprawdzie istnieje ich ogólna wykładnia, ale jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach.
Generalnie termin loco oznacza tyle, że odbiór towaru odbywa się w magazynie sprzedającego (ewentualnie miejscu wytworzenia produktu). Tym samym w cenę takiego produktu nie są wliczone koszty transportu, które powinien ponieść kupujący. I także to on musi zająć się jego organizacją. Z kolei termin franco oznacza dla sprzedającego obowiązek dostarczenia towaru do uzgodnionego z kontrahentem miejsca, przy czym może to być np. granica kraju eksportera lub importera lub inne dowolnie wybrane, w tym magazyn kupującego (miejsce docelowe). Zatem w szczególności sprzedający będzie odpowiadał za dostarczenie towaru od miejsca jego wytworzenia aż do siedziby kupującego. W praktyce oznacza to, że w cenę franco wliczony jest koszt transportu (załadowania, ewentualnych przeładunków).
Brak jednoznaczności
Oczywiście nie da się jednoznacznie określić, który z tych terminów jest korzystniejszy dla kontrahentów. Z punktu widzenia sprzedającego mogłoby się wydawać, że ustalenie terminu loco jest lepsze, bo zwalnia go z obowiązku organizowania transportu. Z kolei początkującemu importerowi może się wydawać, że bezpieczniejsze będzie wynegocjowanie formuły franco (siedziba kupującego), ponieważ zdejmie z niego obowiązek prowadzenia rozmów z przewoźnikami lub spedytorem. Może się jednak okazać, że jest odwrotnie. Być może jedna lub druga strona mogłaby osiągnąć lepsze wyniki, gdyby wzięła na siebie tzw. gestię transportową, czyli właśnie prawo i obowiązek zorganizowania transportu i pokrycia kosztów z tego wynikających.
Pojęcie loco oznacza, że odbiór towaru odbywa się w magazynie sprzedającego, ewentualnie miejscu wytworzenia produktu
Wyobraźmy sobie, że sprzedający proponuje w ofercie cenę 100 dolarów na bazie loco lub 140 dolarów na bazie franco. Z jednej strony importer może zostać skuszony niższą ceną tej pierwszej oferty. Jednak, gdy policzy (po zapoznaniu się z ofertami przewoźników), że koszt transportu wyniósłby go 50 dolarów, to okazuje się, że eksporter jest w stanie dostarczyć ten towar taniej. Może to wynikać z tego, że realizuje on więcej transakcji, na stałe współpracuje z jakąś firmą przewozową lub spedycyjną i ma wynegocjowane korzystniejsze stawki frachtu niż te wynikające z regularnych taryfikatorów.