Wielu osobom zasiadanie w zarządzie spółki kapitałowej jawi się jako intratne zajęcie. Niestety, jest też druga strona medalu. Członek zarządu musi się liczyć z tym, że gdy spółka wpadnie w tarapaty finansowe, konsekwencje poniesie również on.
W pierwszej kolejności o długi podatkowe upomni się fiskus. I choć teoretycznie osoby zarządzające firmą mogą się uwolnić od odpowiedzialności za te długi, nie jest to łatwe. Przekonał się o tym wspólnik i zarządzający spółką, na którego fiskus przeniósł odpowiedzialność za jej zaległości jako płatnika w PIT.
Bezskuteczna egzekucja
Kłopoty mężczyzny zaczęły się, gdy w marcu 2010 r. fiskus określił spółce, jako płatnikowi, wysokość zaległości podatkowej powstałej w wyniku nieuiszczenia zaliczek na PIT od wynagrodzeń.
Postępowanie egzekucyjne podjęte w stosunku do majątku firmy okazało się bezskuteczne. Urzędnicy wszczęli więc postępowanie w sprawie orzeczenia odpowiedzialności członków zarządu (jednocześnie wspólników) za zaległości spółki jako płatnika. Mężczyzna nie przedstawił żadnych dokumentów, z których wynikałoby, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości. Nie wskazał również mienia spółki, z którego urząd mógłby ściągnąć należne mu pieniądze. W konsekwencji fiskus uznał, że zostały spełnione przesłanki obciążenia go odpowiedzialnością za długi firmy, którą zarządzał.
Mężczyzna bronił się, że co prawda był członkiem zarządu, ale faktycznie nie pełnił tej funkcji. Tłumaczył, że przez cały okres zasiadania w zarządzie nie reprezentował spółki ani nie prowadził jej spraw.