Prezydent nie uległ presji związków zawodowych i podpisał nowelizację kodeksu pracy. Już niedługo pracodawcy zyskają swobodę w organizacji czasu pracy. Ma obniżyć jej koszty, a co za tym idzie – bezrobocie.
Oszczędności dla firm
Nowelizacja przewiduje możliwość wydłużenia, za zgodą załogi, okresów planowania czasu pracy do 12 miesięcy. Kiedy firma dostanie więcej zamówień, będzie pracować dłużej, np. przez sześć dni w tygodniu czy 13 godzin na dobę, bez potrzeby płacenia za nadgodziny. W czasie spowolnienia pracodawca odda zatrudnionym w zamian wolne.
Z szacunków Ogólnopolskiego Porozumienie Związków Zawowodych (OPZZ) wynika, że zmiany przyniosą firmom nawet 8 mld zł oszczędności rocznie. Zdaniem krytyków reformy okresowy nadmiar obowiązków trudno będzie pogodzić z powinnościami rodzicielskimi. Pracownicy powinni także nauczyć się racjonalnie gospodarować domowym budżetem.
– Ważną konsekwencją wydłużenia okresu rozliczeniowego jest możliwość różnic w wynagrodzeniu za poszczególne miesiące. W okresach krótszej pracy może być niższe niż w miesiącach, w których będzie ona dłuższa – podkreśla Katarzyna Sarek, radca prawny z kancelarii Raczkowski i Wspólnicy.
Związkowcy podkreślają ponadto, że unijna dyrektywa w sprawie niektórych aspektów organizacji czasu pracy przewiduje liczne ograniczenia przy wydłużaniu okresów rozliczeniowych do sześciu miesięcy. Dopuszcza je tylko dla wybranych grup zawodowych, z wyłączeniem pracowników chronionych, np. rodziców czy zatrudnionych w szczególnych warunkach.