Z kolei szef nie może zobowiązać palaczy (lub ustalić z nimi za obopólną zgodą), aby pozostawali np. pół godziny dłużej w firmie, aby odpracowali przerwy na dymka, gdyż byłyby to płatne nadgodziny.
Jeżeli każde wyjście na papierosa trwa od kilku do kilkunastu minut i jest ich więcej niż trzy w ciągu dnia, na długo odrywa od zajęć. Dla uproszczenia przyjmijmy, że statystyczny palacz korzysta pięć razy dziennie z 10-minutowych pauz na dymka. Tygodniowo daje to 250 minut nieprzepracowanego czasu, czyli około czterech godzin. W skali miesiąca będzie to średnio około 16 godzin, w roku 192 godziny, czyli aż 24 dni pracy.
W niektórych sytuacjach wychodzącego na papierosa musi zastępować jego niepalący kolega, np. informując przychodzących do wspólnego pokoju, że palacz niebawem wróci. Często też odbiera jego telefon. Wśród niepalących powoduje to poczucie krzywdy, a częste znikanie nałogowców odczytywane jest jako przejaw ich niepisanych przywilejów.
Bez palarni
Zgodnie ze znowelizowaną ustawą z 9 listopada 1995 r. o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (DzU nr 10, poz. 55 ze zm., nowelizacja DzU z 2010 r. nr 81, poz. 529, dalej ustawa antynikotynowa) od 15 listopada 2010 r. decyzja o utworzeniu palarni należy do właściciela lub zarządcy budynku.
Wielu pracodawców i administratorów biurowców nie tworzy ich, licząc, że zniechęci to palaczy. Wtedy podwładnym pozostaje wychodzić poza budynek lub teren zakładu, niezależnie od pogody. Obowiązkiem właścicieli lub zarządców gmachów jest umieszczenie w widocznych miejscach jednoznacznych informacji o zakazie palenia wyrobów tytoniowych na terenie obiektu. Palącego poza wyznaczonymi punktami można ukarać karą porządkową (patrz dalej), a pracodawcę mandatem.
Info w CV
Firmy wolą zatrudniać osoby niepalące, ale trudno sprawdzić ten fakt w czasie rekrutacji. Kodeks pracy precyzuje, jakich informacji i danych osobowych pracodawca ma prawo wymagać od kandydatów i pracowników.