Konsekwencją zobowiązania pracownika do wykonywania zadań na rzecz przełożonego jest maksymalne wykorzystanie na to czasu pracy (art. 100 § 1 kodeksu pracy). Musi przy tym pamiętać o celu zawarcia umowy o pracę, jakim jest szeroko rozumiany interes pracodawcy.
Jeśli raz na jakiś czas porozmawia z kolegami, sprawdzi prywatną pocztę e-mailową, zadzwoni do małżonka czy rozprostuje nogi na firmowym korytarzu, nie wolno mu czynić z tego zarzutu. Jeśli jednak notorycznie chodzi na plotki, przegląda strony internetowe, załatwia sprawy rodzinne czy urządza wędrówki po zakładzie, można to poczytywać jako uchylanie się od obowiązków służbowych.
Zgoda szefa niepotrzebna
Wśród zachowań podwładnego, które mogą spowodować taki skutek, szczególne miejsce zajmuje dodatkowe zatrudnienie. Zazwyczaj zgoda pracodawcy na kolejne źródło dochodów, a tym bardziej wiedza o nich, nie jest wymagana (wyrok Sądu Najwyższego z 2 kwietnia 2008 r., II PK 268/07).
Szef nie może przecież wpływać na to, co pracownik robi w czasie wolnym od zadań. Jeśli tylko ma takie potrzeby, chęci i możliwości, podyktowane np. nadmiarem wolnych godzin, szerokimi zainteresowaniami czy problemami finansowymi, ma prawo mieć dwa lub więcej kontraktów. Jeśli jest w stanie pogodzić te zajęcia bez uszczerbku dla podstawowego zatrudnienia, przełożony nie może wyciągnąć konsekwencji.
Nawet jeśli będzie uważał, że oferuje wystarczające zarobki i możliwość rozwoju, a pracownik marnuje czas i energię, które powinien spożytkować w inny sposób. Takie działania naruszałyby zasadę wolności pracy wynikającą z art. 10 § 1 k.p., art. 65 ust. 1 konstytucji czy art. 15 Karty Praw Podstawowych UE z 7 grudnia 2000 r. Ponadto mogą być uznane za naruszenie zasad współżycia społecznego lub społeczno-gospodarczego przeznaczenia prawa, jak również za przejaw dyskryminacji.