W niespełna 20 proc. postępowań zamawiający wybierają inny tryb niż przetarg nieograniczony.
Wiąże się to ze spadkiem zamówień z wolnej ręki. – Cieszy nas, że coraz mniej zamawiających stosuje tryb z wolnej ręki, choć w procedurach otwartych mogłoby być więcej negocjacji z ogłoszeniem czy dialogu konkurencyjnego – mówi Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. – Zwłaszcza w wypadku szczególnie skomplikowanych zamówień.
Dzieje się tak, bo przetarg nieograniczony to szybszy i prostszy tryb niż inne postępowania konkurencyjne. – Negocjacje z ogłoszeniem czy dialog konkurencyjny mogłyby być stosowane częściej, ale takie postępowania są długotrwałe – wyjaśnia Monika Kucharczyk z kancelarii Salans. – Obecnie doradzamy wykonawcy w postępowaniu w trybie negocjacji z ogłoszeniem, które już toczy się ponad rok, a wkroczyliśmy dopiero w fazę negocjacji.
Marginalne znaczenie mają nadal aukcje elektroniczne – było ich raptem kilkaset na blisko 180 tys. postępowań, procentowo mniej niż rok wcześniej. – Może wciąż jeszcze zamawiający nie bardzo wiedzą, jak korzystać z takich narzędzi elektronicznych – sądzi Monika Kucharczyk.
Niedobre jest jednak to, że nadal w ponad 90 proc. przetargów jedynym kryterium wyboru oferty jest cena. Traci na tym jakość inwestycji czy usług.