– Niestety, nie ma woli politycznej, aby wzmocnić związki zawodowe. Możliwość dokonywania odliczeń składek niewątpliwie zwiększyłaby pulę pieniędzy będących do dyspozycji związków zawodowych. Składki to podstawa finansowania naszej działalności. Dziś ok. 17 proc. społeczeństwa zbliża się do granicy ubóstwa, więc każdy wydatek, nawet comiesięczna składka, jest odczuwalny. Nie sądzę, że państwa nie stać na przyznanie takiej ulgi – uważa Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.
Trudno oszacować uszczerbek w budżecie państwa, jaki spowodowałoby odliczenie. Według szacunków Andrzeja Radzikowskiego w Polsce jest ok. 2 mln związkowców, a składka najczęściej wynosi ok. 1 proc. wynagrodzenia, więc w skali budżetu nie byłyby to wielkie pieniądze.
2 miliony członków może skorzystać na wprowadzeniu ulgi podatkowej, związanej z przynależnością do związku
Składki członków to główne źródło pieniędzy w organizacjach związkowych. Z roku na rok pracownicy są coraz bardziej zdyscyplinowani w ich przekazywaniu. Niewątpliwie odliczenie jeszcze by tę ściągalność poprawiło. Nasze wydatki są jeszcze wielokrotnie opodatkowane, ta ulga wsparłaby naszą działalność – mówi Radzikowski.
Oczywiście są przypadki niepłacenia składek ze względu na trudną sytuację. Najczęściej jednak zaległości pojawiają się tam, gdzie pracownicy nie chcą zlecać pracodawcy potrącania składek na rzecz związku w obawie przed ujawnieniem przynależności do niego. W takich sytuacjach może się coś opóźnić, zgubić – mówi Mirosław Kowalik, szef częstochowskiego NSZZ „Solidarność".
Ulga nie na kryzys
– Niewątpliwie odliczenie składki od podatku byłoby korzystne dla związków zawodowych. Chociażby w postaci pozyskania kolejnych członków, skuszonych odzyskaniem części składki. Przyjmując, że odliczenie dla indywidualnej osoby oznaczałoby kilkanaście złotych rocznie, w skali państwa kwota ta urosłaby znacznie, a to w dzisiejszych czasach zakwestionowałby minister finansów – mówi Jerzy Bielawny, wiceprezes Instytutu Studiów Podatkowych.