Wniosek ten płynie z analizy kodeksowych przepisów o wymogach pracowniczych oraz orzecznictwa Sądu Najwyższego, i to zarówno współczesnego jak i tego sprzed wielu dziesięcioleci.
Czy w zakresie dbałości o dobro zakładu podwładny musi reagować na wiadome mu zagrożenia mienia pracodawcy? Czy szef ma prawo oczekiwać reakcji na kradzieże, defraudacje czy ewidentne szkodzenie dobru i interesom zakładu przez innych?
Czy brak odzewu na takie sytuacje, często tłumaczony obawą o ostracyzm współpracowników lub zemstą przełożonych, a w efekcie uzyskanie piętna donosiciela może w każdym wypadku usprawiedliwiać? Czy ekonomiczna i prawna zależność, w jakiej znajduje się pracownik, w każdym przypadku tłumaczy jego bierność?
Skrajne odczucia
To niezwykle trudny a jednocześnie doniosły problem. I nie chodzi tu o naganne, patologiczne sytuacje, w których przełożeni różnymi sposobami nakłaniają podwładnych do wzajemnej inwigilacji i zwykłego donosicielstwa. Mowa o przypadkach, gdy pracownik staje się mimowolnym świadkiem umyślnych bezprawnych działań lub zachowań szkodzących interesom firmy.
Czy oczekiwania szefa ograniczają się tylko do zakresu czynności wynikającego z rodzaju umówionej pracy? Czy reagowanie na próbę kradzieży mienia pracodawcy to wyłącznie obowiązek tych, którzy z racji rodzaju wykonywanych zajęć mają sprawować nad nim bezpośrednią pieczę, np. pracowników ochrony?