Czytelnik jest informatykiem. Pracuje w systemie równoważnym, niekiedy 12 godzin dziennie. Dodatkowo pełni domowe dyżury, za które nie dostaje żadnej rekompensaty.
– [b]Czuję się wykorzystywany, bo bierne siedzenie w domu ogranicza mój prywatny czas. Choć w firmie nic się nie dzieje, ja muszę być w pogotowiu[/b] – skarży się pan Mariusz.
Dyżur pełnimy wtedy, gdy poza godzinami pracy pozostajemy w gotowości do wykonywania służbowych obowiązków. Bez względu na to, gdzie wtedy jesteśmy (w pracy, w domu czy w innym wyznaczonym przez szefa miejscu), ten czas składa się z dwóch części. [b]Pierwsza, stanowiąca klasyczny dyżur, podczas której zatrudniony czeka na podjęcie pracy, oraz druga, kiedy pracuje – traktowana jak praca nadliczbowa.[/b] Ten podział jest istotny, ponieważ wiąże się z nim zróżnicowana rekompensata.
[srodtytul]Niekiedy za darmo[/srodtytul]
Akurat czytelnik pełni dyżur w domu, a ten na tle pozostałych jest wyjątkiem, bo nie przysługuje za niego żadna rekompensata. Inaczej by było, gdyby pan Mariusz czekał na podjęcie pracy w innym miejscu, np. w firmie. Wtedy za klasyczny dyżur dostałby czas wolny w wymiarze odpowiadającym jego godzinom. Jeżeli natomiast nie mógłby go odebrać, szef wypłaciłby mu wynagrodzenie wynikające ze stawki osobistego zaszeregowania określonej godzinowo lub miesięcznie, a gdy pobory są zmienne (np. prowizyjne lub określone akordowo) – 60 proc. ich wartości.