[b]Czy zdziwił się pan, że w pakiecie antykryzysowym znalazło się tyle rozwiązań dotyczących zmian w prawie pracy, a zwłaszcza w przepisach o czasie pracy?[/b]
Arkadiusz Sobczyk: Nie. Jednym z podstawowych celów pakietu antykryzysowego jest utrzymanie miejsc pracy. Założenie, zresztą słuszne, jest takie, że jeżeli obciążenie pracą w firmie jest stałe, ale w czasie dekoniunktury nierównomiernie rozłożone, to naturalnym ruchem jest wprowadzenie rozwiązań, które pozwalają dostosować zasoby pracy do czasu pracy, a w konsekwencji dostosować koszty osobowe do rzeczywistej aktywności gospodarczej. Chcę przy tym podkreślić, iż same zmiany w przepisach o czasie pracy nie są oczywiście gwarancją utrzymania zatrudnienia. Jednakże nie powinno budzić wątpliwości, że są czynnikiem korzystnym dla firm, a pośrednio dla już zatrudnionych.
[b]Czy coś w pakiecie pana zaskakuje?[/b]
Owszem, i to kilka spraw. Po pierwsze zbyt późne i jedynie okresowe wprowadzenie możliwości stosowania dłuższych okresów rozliczeniowych, przynajmniej dla niektórych pracodawców. Przepisy unijne pozwalają bowiem na stosowanie dłuższych niż przewidziane w [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=AD1AF2153A85B75A6CBF1C38696698FA?id=76037]kodeksie pracy[/link] okresów rozliczeniowych. Doświadczenia firm działających w branżach sezonowych pokazują, że dzisiejszy kodeks jest dla nich zbyt sztywny. W dobie konkurencji globalnej wydłużone okresy rozliczeniowe obwarowane gwarancjami pracowniczymi i elastyczne formy rozliczania czasu powinny być normą, a nie superwyjątkiem na nadzwyczajne okoliczności.
Po drugie zadziwia mnie technika legislacyjna. Brak w niej jakichkolwiek odniesień do kodeksu pracy, co prowadzi do systemowych sprzeczności. Wiele bowiem wskazuje na to, że ustawę stosuje się także do tzw. równoważnych systemów czasu pracy. O ile kodeks w takich systemach ogranicza długość okresów rozliczeniowych, o tyle specustawa wydłuża je do takich samych granic jak dla podstawowego systemu czasu pracy. To bardzo niespójne sygnały.