[srodtytul]... może być kara...[/srodtytul]
Udział pracownika w strajku zorganizowanym zgodnie z przepisami ustawy nie stanowi ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych. Tym samym nie upoważnia do zwolnienia w trybie dyscyplinarnym przewidzianym w art. 52 § 1 pkt 1 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=42ED365D0B5E1A00F0D2DE1B9BE0F65E?id=76037]k.p.[/link] Inaczej może być, gdy chodzi o strajk nielegalny. Udział w takim proteście to absencja bez oficjalnego usprawiedliwienia. W efekcie zatrudnionego, który takiej nieobecności dopuszcza się umyślnie, pracodawca może nawet zwolnić dyscyplinarnie. Takie rozstanie z podwładnym jest możliwe, gdy zachowanie pracownika skutecznie naruszy interes pracodawcy. [b]Jeśli pracownik był subiektywnie przekonany o legalności akcji protestacyjnej, nie narusza ciężko obowiązków pracowniczych. [/b]
Nielegalnie protestujący to bez wątpienia kłopot szefa. Dlatego w praktyce pracodawcy często starają się dyscyplinować takie osoby. Jak? Najczęściej stosowane metody to odbieranie premii i nakładanie kar porządkowych. Za nieprzestrzeganie przez pracownika ustalonej organizacji i porządku w procesie pracy pracodawca może bowiem nałożyć karę pieniężną, nagany lub upomnienia. Pozwala na to art. 108 k.p. Co więcej, pracownik, mimo że został ukarany karą porządkową, może być za to samo uchybienie pozbawiony przywilejów związanych z nienagannym wykonywaniem obowiązków pracowniczych. Może to dotyczyć wynikających z układów zbiorowych pracy lub regulaminów wynagradzania uprawnień do premii lub nagrody.
[srodtytul]... i próba jej uniknięcia...[/srodtytul]
Brak wynagrodzenia, groźba otrzymania kary czy też niechęć do protestowania wedle ustawowej procedury może prowadzić do tego, że pracownicy, chcąc protestować, korzystają z urlopu na żądanie. Taka forma wydaje się dla podwładnych naprawdę bezpieczna. A to dlatego, że każdy zatrudniony ma prawo do czterech dni takiego wolnego w ciągu roku kalendarzowego. Z art. 167[sup]2[/sup] k.p. wynika wyraźnie, że pracodawca ma obowiązek udzielić takiego urlopu, i to w terminie wskazanym przez podwładnego. Ten urlop to część urlopu wypoczynkowego, tyle że brana w szczególnym, co do zasady przyspieszonym i mniej sformalizowanym trybie (nie uwzględnia się jej w planie urlopowym, a chęć skorzystania z takiego wolnego pracownik zgłasza najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu). Nie to oznacza, że [b]podczas urlopu pracownikowi nie wolno wypowiedzieć umowy o pracę.[/b] Nie pozwala na to art. 41 k.p. Przebywanie na urlopie stanowi też usprawiedliwioną nieobecność w pracy. W związku z tym pracownik nie zasługuje na karę. Nie przychodzi do pracy i ma do tego prawo. Za czas wolnego otrzymuje też normalne wynagrodzenie.
[b]Pracownik nie musi się w żaden sposób tłumaczyć, dlaczego chce skorzystać z wolnego na żądanie.[/b] Taki urlop nie jest związany z istnieniem jakiejkolwiek przyczyny, która obiektywnie uniemożliwiałaby lub ograniczała możność stawienia się do pracy. Skoro taki urlop przewidziany jest w kodeksie pracy, to każdy pracodawca powinien się liczyć z tym, że jego podwładni będą chcieli z niego skorzystać. Dlatego taka absencja teoretycznie nie powinna być zaskoczeniem, które w efekcie doprowadzi do zakłóceń w normalnym funkcjonowaniu firmy. Ale nie zawsze. Co jednak, gdy na taki pomysł usprawiedliwienia nieobecności wpadnie większa grupa pracowników? Rano np. zgłosi, że korzysta z czterech dni wolnego po to, by protestować? Całe działy przedsiębiorstwa zostaną w domu, a praca nie będzie wykonana. Co wtedy? Udzielenie tego urlopu co do zasady jest obowiązkiem pracodawcy. Jeśli jednak miałoby na tym ucierpieć dobro zakładu, to pracownik nie powinien skorzystać z takiego wolnego. Gdy grupa pracowników weźmie urlop na żądanie po to, by w taki sposób po prostu wywrzeć nacisk na pracodawcę, to zakład może przecież ponieść szkody. Wtedy pracodawca może dochodzić za nie odszkodowania. Każdy zatrudniony ma obowiązek dbać o dobro zakładu, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Mówi o tym art. 100 § 2 pkt 4 k.p. Dlatego choć pracownik ma prawo do wolnego na żądanie, to nie powinien tego uprawnienia nadużywać. Zgodnie bowiem z art. 8 k.p. [b]nie można czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub zasadami współżycia społecznego.[/b] Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.