[srodtytul]Gdy drzwi są zamknięte[/srodtytul]
Problem może mieć tylko komisja powypadkowa. Przypominam, że musi ona spisać protokół powypadkowy, a pracodawca może przyjść do domu telepracownika tylko wtedy, gdy ten zgodzi się na taką wizytę na piśmie lub za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Wynika tak z art. 67[sup]14[/sup] § 2 k.p. Ten przepis może doprowadzić do absurdalnych sytuacji. W skrajnych przypadkach może dojść do tego, że uraz będzie na tyle duży, że pracownik nie będzie mógł wyrazić pisemnej zgody na wejście do domu, a pracodawca nie będzie chciał złamać przepisów. Efekt będzie taki, że nie powstanie protokół pokontrolny, a telepracownik nie dostanie odszkodowania z ZUS.
Gdy telepraca jest wykonywana w domu, to nie ma problemów z odpowiedzialnością za wypadek, do jakiego doszło w drodze do lub z pracy, bo takiej podróży po prostu nie ma. Inaczej, gdy telepracownik wykonuje zawodowe obowiązki nie w domu, a w innym miejscu uzgodnionym z przełożonym. Wówczas szef odpowiada za wypadek, o ile jest to nagłe zdarzenie wywołane przyczyną zewnętrzną, które nastąpiło w drodze do lub z miejsca wykonywania zatrudnienia bądź innej działalności stanowiącej tytuł ubezpieczenia rentowego. Musi być jednak tak, że droga jest najkrótsza i nie została przerwana – art. 57b ust. 1 [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=172511]ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (tekst jedn. DzU z 2004 r. nr 39, poz. 353 ze zm.)[/link].
[ramka][b]DF radzi[/b]
Charakter telepracy powoduje, że przepisy o wypadkach przy pracy są nieco wypaczone. Eksperci twierdzą jednak, że zakaz związany w wejściem do domu telepracownika bez jego pisemnej zgody nie może być przeszkodą do tego, by ustalić przyczyny wypadku. Na razie trudno jednak o wiążącą poradę w tym zakresie. Działanie pracodawcy, który samodzielnie, z własnej inicjatywy wchodzi do domu telepracownika, może ocenić dopiero sąd pracy. Niewykluczone, że uzna on taką praktykę za stan wyższej konieczności.[/ramka]